2001  nr. 11
 
  Redakcja składa podziękowania o. Redaktorowi Józefowi Mareckiemu OFMCap, o. Rektorowi Janowi Mazurowi OSPPE oraz ks. Janowi Krawcowi SDB za pomoc merytoryczną oraz za udostępnienie materiałów i archiwów zdjęciowych. Serdeczne Bóg zapłać!

UWAGA!
W numerze 12
kalendarz "Naszej Arki" 2002

 
 
 
 Wszystkich Świętych 
i Dzień Zaduszny
1   
 
 Patroni dobrej śmierci 2   
 
 Śmierć bramą do wieczności 3   
 
 Ostatnia noc Ojca Pio 4   
 
 Męczennicy XX wieku 5   
 
 Sens cierpienia 6   
 
 Wawel - nekropolia królów 7   
 
 Skałka - Krypta Zasłużonych 8   
 
 Miejsca wiecznego spoczynku 9   
 
 Za drugiego człowieka 10   
 
 Mała bohaterka 11   
 
 Nikogo nie omija 12   
 
 Polskie cmentarze 13   
 
 Litania za zmarłych14   
 
 
 
 
 
 
 
wydawnictwo   prenumerata sprzedaż wysyłkowa  sklep   kontakt  strona główna
 
  
  Mała bohaterka
 
  "Dał Pan i zabrał Pan. Niech imię Pańskie będzie błogosławione" (Hi) 1,21)
 
  Była radością rodziców, budziła sympatię koleżanek i kolegów. Często widywano ją w kościele zatopioną w modlitwie. Na boisku szkolnym wyróżniała się sprawnością. Aż nagle wiadomość: Madzia nie żyje! Kto mógł się spodziewać, że pewnego dnia zginie ratując inne dzieci. Mimo swoich 13 lat dała przykład niezwykłej odwagi i poświęcenia.
 
 
  
Magdalena Golewska (fotografia z 1980 r.)
 
 
  Magda Golewska już w dzieciństwie zaczęła gorliwie wypełniać praktyki religijne. Głęboka wiara nie przeszkadzała jej bawić się jak jej rówieśniczki. Lubiła ładnie się ubrać, słuchała popularnych piosenek, a szczególnie wyróżniała się zamiłowaniem do sportu. Grała w siatkówkę, koszykówkę, piłkę nożną i tenisa, pływała. Była wzorową uczennicą.
W czerwcu 1981 r. wyjechała na kolonię, już po raz kolejny, do Murzasichla w pobliżu Zakopanego. Pierwsze dni wakacji minęły spokojnie. 21 czerwca nad ranem dom, w którym przebywała grupa dzieci, ogarnęły płomienie. Żywioł odciął schody. Dzieci ratowały się skacząc z okien. Niektóre doznały poparzeń, ale przeżyły.
 
 
  
Madzia w 1977 r. na tle domu, w którym zginęła cztery lata później.
 
 
  Magda znajdowała się na pierwszym piętrze w pokoju z młodszymi dziewczynkami. Nie wpadła w panikę. Pomagała koleżankom przełamać strach przed skokiem z okna, który był jedyną drogą ratunku. Gdy wszystkie znalazły się w bezpiecznym miejscu na dole, Magda podeszła do okna. Świadkowie dramatu widzieli z dołu, jak ogień objął jej włosy. Nie zdołała już wspiąć się na parapet; z okrzykiem "O Boże!" osunęła się na podłogę. Uległa zaczadzeniu.
Bólu rodziców po śmierci dziecka nie da się wyrazić słowami. Żal osób, które znały Madzię, łączył się z podziwem dla jej bohaterskiej postawy. Pogrzeb zgromadził wielu ludzi i był wyjątkowo uroczysty. Podczas Mszy św. proboszcz miejscowej parafii powiedział do rodziny krzepiące słowa: "Jesteśmy dumni, że na terenie naszej parafii, w naszym mieście wyrosła wśród nas młoda, lecz wielka duchem bohaterka, przynosząca zaszczyt rodzinie i szkole. (...) Modląc się za Was, chcę Wam jeszcze powiedzieć słowami poety:

Dobrze mi było, mamo, u Ciebie,
Ale mi lepiej dziś z Bogiem w niebie...
Tu nie masz nocy, tu nie masz zmroku,
Ni rany w sercu, ani łzy w oku".

 
  (oprac. na podst. książki ks. Jana Krawca "Zdać najtrudniejszy egzamin")
 
 
  
Bólu rodziców po śmierci dziecka nie da się wyrazić słowami. Jan Kochanowski opłakujący swą ukochaną córkę Urszulkę. Szkic Jana Matejki.
 
 
 
Tygodnik Tygodnik DOMINIK Tygodnik Miesiecznik Służba