2001  nr. 11
 
  Redakcja składa podziękowania o. Redaktorowi Józefowi Mareckiemu OFMCap, o. Rektorowi Janowi Mazurowi OSPPE oraz ks. Janowi Krawcowi SDB za pomoc merytoryczną oraz za udostępnienie materiałów i archiwów zdjęciowych. Serdeczne Bóg zapłać!

UWAGA!
W numerze 12
kalendarz "Naszej Arki" 2002

 
 
 
 Wszystkich Świętych 
i Dzień Zaduszny
1   
 
 Patroni dobrej śmierci 2   
 
 Śmierć bramą do wieczności 3   
 
 Ostatnia noc Ojca Pio 4   
 
 Męczennicy XX wieku 5   
 
 Sens cierpienia 6   
 
 Wawel - nekropolia królów 7   
 
 Skałka - Krypta Zasłużonych 8   
 
 Miejsca wiecznego spoczynku 9   
 
 Za drugiego człowieka 10   
 
 Mała bohaterka 11   
 
 Nikogo nie omija 12   
 
 Polskie cmentarze 13   
 
 Litania za zmarłych14   
 
 
 
 
 
 
 
wydawnictwo   prenumerata sprzedaż wysyłkowa  sklep   kontakt  strona główna
 
  
  Ostatnia noc Ojca Pio
 
  "Czy boisz się śmierci?" - zapytał niespodziewanie Ojca Pio jego współbrat o. Romolo. "Nie!" - padła zdecydowana, spokojna odpowiedź. Faktycznie, Padre Pio nie bał się śmierci, był na nią zawsze przygotowany. Kilka lat przed śmiercią przepowiedział (w rozmowie ze swym przyjacielem Pietruccio), że umrze w wieku 82 lat. Jak wyglądały ostatnie chwile błogosławionego kapłana-stygmatyka? Oto wspomnienia ojca Pellegrino, który czuwał przy Zakonniku z Pietrelciny do końca.
 
 
 
 
  
Ostatnia Msza św. w życiu Ojca Pio. 22 września 1968 r. po odprawieniu Mszy św. wyczerpany Ojciec Pio osunał się w ramionawspółbraci.
 
 
  Do północy Ojciec Pio wzywał mnie pięć lub sześć razy. O północy jak zalęknione dziecko błagał: "Mój synu, pozostań ze mną!" i wiele razy pytał o godzinę. Patrzył na mnie z błaganiem w oczach i ściskał mi ręce.

Później, jakby zapomniał o tym, która jest godzina, pytał: "Czy dzisiaj odprawiałeś Mszę świętą?" Uśmiechając się, odpowiedziałem: "Ojcze duchowny, to jeszcze za wcześnie, by odprawić Mszę świętą". A on odpowiedział: "Dzisiaj rano ty za mnie odpraw Mszę świętą". A ja: "Każdego ranka odprawiam ją w Ojca intencji".

Następnie poprosił o spowiedź i po wyznaniu grzechów powiedział: "Synu mój, jeśli dzisiaj Pan wezwie mnie do siebie, to proszę wszystkich moich współbraci o przebaczenie wszelkich przykrości, które im sprawiłem. Proś także współbraci i moich duchowych synów o modlitwę za moją duszę".

Odrzekłem: "Ojcze duchowny, jestem pewien, że Pan pozwoli ci jeszcze długo żyć, ale gdybyś miał rację, to czy mogę cię prosić o ostatnie błogosławieństwo dla współbraci, dla duchowych synów i dla chorych?" A on: "Tak, błogosławię wszystkich, ty natomiast poproś także przełożonego, aby mi udzielił swojego ostatniego błogosławieństwa".

Była godzina pierwsza w nocy, gdy powiedział: "Słuchaj, synu mój, leżąc w łóżku nie mogę dobrze oddychać. Pomóż mi wstać. Na krześle będę mógł lepiej oddychać". Tej nocy ze zdziwieniem zauważyłem, że chodził prosto i szybko jak młodzieniec i nie trzeba go było podtrzymywać. Wychodząc ze swojej celi, powiedział: "Chodźmy na chwilę na taras". Po pięciu minutach zapragnął wrócić do celi. Gdy chciałem go podnieść, powiedział: "Nie mogę tego zrobić". "Ojcze duchowny, nie martw się" - powiedziałem dodając mu otuchy i podsunąłem wózek, aby usiadł. Wziąłem go za rękę i chciałem posadzić na krześle, jednak on podniósł się sam.

W celi usiadł na fotelu, a wskazując ręką i wzrokiem na wózek, powiedział: "Odstaw go poza celę". Kiedy wróciłem do celi, zauważyłem, że zaczął blednąć. Na jego czole pojawił się zimny pot. Przeraziłem się widząc, że jego wargi sinieją. Ciągle tylko powtarzał coraz bardziej słabnącym głosem: "O Jezu, o Maryjo".

Chciałem zawołać kogoś ze współbraci, ale zatrzymał mnie mówiąc: "Nie budź nikogo". Odbiegłem kilka kroków od jego celi, ale zawołał mnie powtarzając: "Nie budź nikogo!" Odpowiedziałem błagalnie: "Ojcze duchowny, pozwól mi tym razem zrobić, co chcę". Pobiegłem do celi o. Mariana, lecz widząc otwarte drzwi o. Guglielma wszedłem, zaświeciłem światło, obudziłem go, wołając: "Ojciec źle się czuje!" O. Guglielmo szybko wstał i błyskawicznie dopadł celi Ojca Pio, ja zaś wezwałem telefonicznie doktora Salę. Po 10 minutach zjawił się lekarz, a widząc stan chorego, zrobił mu zastrzyk.

Ojciec coraz słabszym głosem, coraz wolniej poruszając ustami, coraz ciszej powtarzał: "O Jezu, o Maryjo".

Przybyli lekarze wezwani ze szpitala przez dra Salę, Mario Pennelli, siostrzeniec Ojca Pio; wezwałem także gwardiana i innych zakonników. W czasie zakładania przez lekarzy maski tlenowej, o. Paolo udzielił Ojcu Pio Sakramentu Namaszczenia Chorych. Wokół klęczeli modlący się zakonnicy.

Około 2.30 Ojciec Pio słodko skłonił głowę i wydał ostatnie tchnienie.
 
  (z: Arch. P. Pio, San Giovanni Rotondo, przełożyła K. Kolbusz)
Zdjęcia: archiwum "Głosu Ojca Pio"
 
 
 
 
  
Orszak pogrzebowy na ulicach San Giovanni Rotondo. Mszy św. przewodniczył generał Zakonu Kapucynów, wzięło w niej udział 2 biskupów i 24 kapłanów. Honory oddała policja, z helikoptera rzucano kwiaty, a na ulicachżegnała zmarłego stutysięczna rzesza wiernych.
 
 
 Żywi mogą pomóc zmarłym

Dusze czyśćcowe potrzebują naszej pomocy. Niech świadczy o tym opis spotkania, jakie przeżył bł. Ojciec Pio. Pewnego wieczoru Ojciec Pio modlił się na chórze kościoła. Nagle usłyszał odgłos kroków i przesuwanych na ołtarzu świeczników. Pomyślał, że to jeden z kleryków niezręcznie spełnia swe obowiązki, zawołał więc: "Kto to?". Nie otrzymał odpowiedzi. Wychyliwszy się z balkonu chóru, zobaczył młodego zakonnika. Ojciec Pio zawołał: "Kim jesteś?". Braciszek odparł: "Jestem nowicjuszem, który tutaj odbywa swój czyściec. Potrzebuję modlitw", a następnie zniknął. Dusze czyśćcowe wielokrotnie szukały pomocy i ratunku w modlitwach, cierpieniach oraz Mszach św. ofiarowywanych za nie przez Ojca Pio.
W sakramencie pojednania uzyskujemy odpuszczenie grzechów i kary wiecznej. Pozostaje jednak do odpokutowania kara doczesna w tym życiu lub w czyśćcu. Pomóżmy zmarłym skrócić czas oczekiwania na niebo przez modlitwę i Mszę św. za ich dusze czy też przez ofiarowanie odpustu w ich intencji. Pamiętajmy o tych, którzy sami nie mogą już sobie pomóc.
 
 
 
 Ojciec Pio znał datę swojej śmierci

Gdy go spotkałem po raz ostatni - było to w listopadzie 1967 r. - zaprosił mnie, bym posilił się razem z nim w klasztorze. Przeprosiłem go, ponieważ byłem zajęty i powiedziałem: "Ojcze, następnym razem". Uśmiechając się odpowiedział: "A więc mnie już nie spotkasz". Wtedy nie zwróciłem uwagi na to stwierdzenie. W następnym roku znowu byłem w tym miejscu, jednak Ojciec Pio osiągnął już nagrodę za swoje trudy.
  
  Wspomnienie Ernesto Caroli OFM ("Głos Ojca Pio", nr 5/2000)





 
 
Tygodnik Tygodnik DOMINIK Tygodnik Miesiecznik Służba