2002  nr. 1
 
  Redakcja składa podziękowania Księżom i Koadiutorom Salezjanom z Inspektorii pw. św. Jacka w Krakowie za pomoc merytoryczną oraz za udostępnienie materiałów i archiwów zdjęciowych. Serdeczne Bóg zapłać! 
 
 
 Pod matczynym okiem 1   
 
 Być kapłanem 
zawsze i wszędzie
2   
 
 Wielki wychowawca 
i nauczyciel
3   
 
 Początki Rodziny Salezjańskiej 4   
 
 Pióro orężem wiary 5   
 
 Trzy świątynie 6   
 
 Cuda św. Jana Bosko 7   
 
 List z Buenos Aires 8   
 
 U kresu drogi 9   
 
 Świętości w Rodzinie Salezjańskiej 10   
 
 Wśród 108 błogosławionych 
męczenników polskich
11   
 
 Praca z młodzieżą 
naszym charyzmatem
12   
 
 Litania 
do Świętego Jana Bosko
13   
 
 
 
 
 
 
 
wydawnictwo   prenumerata sprzedaż wysyłkowa  sklep   kontakt  strona główna
 
  
  Wielki wychowawca 
i nauczyciel
 
  Po latach trudów i niedostatku przed ks. Bosko pojawiły się nowe perspektywy. Mógł zostać wikarym w Castelnuovo, kapelanem w Morialdo lub przyjąć posadę nauczyciela dzieci u bogatych genueńczyków. Jednak za radą ks. Cafasso wstąpił do Konwiktu Kościelnego w Turynie, aby pogłębiać swą wiedzę.
 
 
  
Ks. Bosko podczas spowiadania swoich wychowanków. Największą uwagę przykładał do działań, które służyły zbawieniu jego podopiecznych.
 
 
 
Początek wielkiego dzieła
 
  Tu doszło do błahego z pozoru zdarzenia, które - jak się później okazało - miało przełomowe znaczenie w życiu ks. Bosko. Pewnego dnia do zakrystii przyszedł biedny szesnastoletni chłopiec. Zakrystianin próbował nakłonić go, aby służył do Mszy św. Gdy młodzian odrzekł, że nie potrafi, mężczyzna go przepędził. Ks. Bosko ujął się za chłopcem i nawiązał z nim rozmowę. Chłopiec nazywał się Bartłomiej Garelli. Okazało się, że był sierotą, nie umiał czytać ani pisać, zapomniał pacierza. Ze względu na swój wiek wstydził się uczęszczać na katechezę z małymi dziećmi. Ks. Bosko zaproponował, że sam zacznie uczyć go katechizmu. Chłopiec z radością przystał na tę propozycję. Było to 8 grudnia 1841 r. Tę datę uważa się za początek wielkiego dzieła, jakim były oratoria dla zagubionej młodzieży - miejsca będące domem, kościołem, szkołą i jednocześnie placem zabaw.
 
 
Wspólne modlitwy i zabawy
 
  Na drugą lekcję chłopiec przyprowadził kilku kolegów, tak samo jak on bezdomnych, nie znających podstaw wiary. Ks. Bosko był wstrząśnięty. Zaczął organizować im nie tylko katechezy, ale także zabawy, wycieczki i zawody sportowe. Chłopcy dziwili się, kiedy ich opiekun, podkasawszy sutannę, pierwszy dobiegał do mety. Opuszczone dzieci turyńskich ulic masowo lgnęły do ks. Jana. Niebawem gromada urosła do ponad stu chłopców. Zbierali się w podwórzu Konwiktu Kościelnego. Jednak gdy ks. Bosko ukończył studia, dla oratorium zaczęły się lata tułaczki.
 
 
Hałaśliwa gromada
 
  Z początku schronienia użyczyła chłopcom prowadząca działalność charytatywną markiza Barolo. Jednak skargi okolicznych mieszkańców na hałaśliwą gromadę sprawiły, że trzeba było szukać nowej siedziby.
Oratorium nigdzie nie mogło osiąść na dłużej. Wymówiono im nawet wynajętą łąkę, bowiem właściciele doszli do wniosku, że chłopcy wydeptują trawę. Ks. Bosko zanosił do Boga prośby o ratunek. Jego modlitwy zostały wysłuchane. Bezdomni chłopcy znaleźli wreszcie schronienie w szopie wynajętej od człowieka nazwiskiem Pinardi. Kilka lat później nadarzyła się okazja, by kupić również dom Pinardiego. Ks. Bosko jak zwykle nie miał grosza przy duszy, ale natychmiast przystał na ofertę kupna. Głęboko wierzył, że Opatrzność mu dopomoże. I rzeczywiście, przed upływem ustalonego terminu zapłaty otrzymał od hojnych darczyńców potrzebną kwotę.
 
 
  
Dom ks. Bosko kupiony od Pinardiego. Pokój Świętego znajduje się na drugim piętrze.
 
 
 
Wizytatorzy pod wrażeniem
 
  Kupno domu pozwoliło ks. Bosko rozwinąć działalność. Mógł stworzyć prawdziwą szkołę. Musiał zaczynać od podstaw, bo wielu podopiecznych nie potrafiło nawet czytać. Potem rozpoczęły się lekcje arytmetyki, języka włoskiego, geografii, rysunków, muzyki... Zdobycie podstawowego wykształcenia otworzyło wielu chłopcom drogę do nauki zawodu. O zorganizowanych przez ks. Bosko kursach zaczęto mówić w całym Turynie. Państwowa komisja, która przybyła z wizytacją, była pod wrażeniem osiąganych efektów.
 
 
 
 

Nie ulękli się zarazy

W 1854 r. w Turynie wybuchła epidemia cholery. W mieście utworzono dwa szpitale, ale brakowało osób gotowych zająć się transportem chorych i opieką nad nimi. Ks. Bosko zwrócił się o pomoc do swoich chłopców. Zgłosiło się trzydziestu. Dzięki ich poświęceniu wielu chorych mieszkańców Turynu doczekało się ratunku. Swoją postawą chłopcy zyskali uznanie całego miasta. I, co ciekawe, żaden się nie zaraził, choć ich jedyną obroną przed zarazą były medaliki Matki Najświętszej Niepokalanej.
 
 
  
Pierwsze zakłady stolarskie oratorium.
 
 
 

Z Valdocco w świat
Valdocco - przedmieście Turynu, gdzie znalazło schronienie oratorium ks. Jana Bosko - stało się wzorcem dla przyszłych dzieł salezjańskich. Młodzi ludzie czuli się tu jak w domu, do którego chętnie się wraca. Tworząc swój system wychowawczy ks. Bosko nie posługiwał się wynikami badań naukowych. Sposób postępowania podpowiadało mu życie. Dbał przede wszystkim o zaszczepienie młodym ludziom zasad wiary i uczynienie z nich ludzi uczciwych i pobożnych. Starał się budzić u chłopców zaufanie. Interesował się ich problemami, brał udział w ich zabawach, nie stwarzał sztucznego dystansu. Dzięki temu wychowankowie nie widzieli w nim surowego nadzorcy. Nie lubił karać swoich podopiecznych, starał się raczej zapobiegać ewentualnym ekscesom. A jeśli już musiał wymierzyć karę, dbał o to, aby nie naruszała ona godności osobistej. Św. Jan Bosko swój system prewencyjny wychowania młodzieży oparł na słowach św. Pawła: "Miłość łaskawa jest, cierpliwa jest, wszystko znosi, wszystko przetrzyma".
 
 
Tygodnik Tygodnik DOMINIK Tygodnik Miesiecznik Służba