2002  nr. 14
 
  Redakcja składa podziękowania Ojcu Nikodemowi Gdykowi OFM za pomoc merytoryczną oraz udostępnienie materiałów i archiwów zdjęciowych Redakcji "Ziemi Świętej".
Serdeczne Bóg zapłać!
 
 
 
 I stał się człowiekiem 1   
 
 Dzisiaj w Betlejem 2   
 
 Modlitwa była jedyną ostoją 3   
 
 Szczególna Wieczerza 4   
 
 Wigilijne zwyczaje 5   
 
 Radując się z narodzenia Boga 6   
 
 Żywy obraz Narodzin Pańskich 7   
 
 Święta Świętych 8   
 
 Śnieg topniał od łez 9   
 
 Cud pojednania 10   
 
 Czy wiesz, że... 11   
 
 Pieśń o cichej nocy12   
 
 
 
 
 
 
 
wydawnictwo   prenumerata sprzedaż wysyłkowa  sklep   kontakt  strona główna
 
  
  Śnieg topniał od łez
 
  17 września 1939 r. Sowieci napadli na Polskę. Wkrótce zaczęły się zsyłki. W bydlęcych wagonach transportowano Polaków do Kazachstanu. W jednym z takich transportów jechała Maria Jadwiga Łęczycka.
 
 
  
Wigilia na Syberii, mal. Jacek Malczewski
 
 
 
Miejscowość Bolszoje Sieło, 24 grudnia 1940 r.
 
  Dzień był słoneczny, stosunkowo ciepły i bezśnieżny. Składaliśmy sobie życzenia, zapraszając się wzajemnie. Na opłatek i czaj z głogu. Wigilia była suta. Uczciły ją gołąbki po lwowsku, z kaszy hreczanej i grzybów, pieczone ziemniaki, barszcz i kluski z makiem. Dzieliliśmy się okruszynami i usiłowaliśmy serdecznie się śmiać. Tak nam radziła moja doświadczona matka, która twierdziła, że kto w wigilię się śmieje, ten cały rok się śmieje. Kto w wigilię do syta się naje, ten cały rok nie będzie głodny. Przy choince, wymalowanej zielonymi jaskrawymi farbami na gazecie i powieszonej na ścianie, śpiewaliśmy kolędy z gorącą wiarą, że rok 1941 będzie rokiem sytym i radosnym. Na deser dzieci zjadły pieczoną tykwę.
Przed północą ktoś zastukał w zamarzniętą szybę. Była to Władka, córka znajomej z wagonu, która przyszła zaprosić mnie na pasterkę.
Włożyłam watówkę, pimy (grube, filcowe walonki - przyp. red.), szal, rękawice. Droga była ciężka. Nogi grzęzły po kolana. Śnieg zasypał wszystkie koleiny. Mróz paraliżował oddech. Ścinał go w szron, który oblepiał kłującą szczeciną nos i usta. Było ciemno. Na niebie, dziś przymglonym i sinawoczarnym, świeciła samotnie tylko jedna gwiazda. Przed śniegową szopką klęczała już gromadka ludzi. Ktoś świecił naftową latarnią. W jej żółtym blasku zobaczyłam wyżłobioną w śniegu grotę. W grocie - drewniane świńskie korytko, a w nim lodowy Jezusek z wybałuszonymi koralikowymi oczkami. Obok niego lodowa Matka Boska w lisiurze na głowie, święty Józef z sękatym kijem, w kożuchu i baranicy. W głębi groty - nieco wystraszone, autentyczne dwa barany i owca.
Przed grotę przychodziło coraz więcej ludzi. Starzy i młodzi. Ci, co wierzyli i ci, co w nic nie wierzyli. W futrach i łachach. W pimach i drewnianych trepach owiniętych słomą. Wszyscy - jednakowo skrzywdzeni. Okradzeni z ojczyzny. Bóg się rodzi! Moc truchleje... Ku samotnej gwieździe poprzez śniegi i burany szły zziębnięte głosy wygnańców. Kostniały nam ręce. Drewniały palce. Mróz ścinał oddechy. Mimo to ludzie nie odchodzili. Śpiewali. Gięli kolana. Śnieg topniał od łez.
 
  (oprac. na podst. książki Marii Jadwigi Łęczyckiej "Zsyłka",
Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1989)
 
 
Tygodnik Tygodnik DOMINIK Tygodnik Miesiecznik Służba