2003  nr. 1
 
  Redakcja składa podziękowanie Ojcu Czesławowi Drążkowi SJ oraz Ojcu Stanisławowi Groniowi SJ za pomoc merytoryczną i udostępnienie archiwów i materiałów zdjęciowych. Serdeczne Bóg zapłać! 
 
 
 Poszedł w ślady Chrystusa 1   
 
 Syn ziemi wołyńskiej 2   
 
 Podążając za głosem powołania 3   
 
 Witaj Madagaskarze 4   
 
 Choroba ubogich 5   
 
 Dzieło Matki Najświętszej 6   
 
 W drodze na ołtarze 7   
 
 Pośród błogosławionych 8   
 
 Kapłan, lekarz, człowiek 9   
 
 Całe jego życie 10   
 
 Uzdrowienie ciała i duszy 11   
 
 Madagaskar - 100 lat później 12   
 
 Choć uleczalny - nadal groźny 13   
 
 Litania 
do błogosławionego Jana Beyzyma
14   
 
 
 
 
 
 
 
wydawnictwo   prenumerata sprzedaż wysyłkowa  sklep   kontakt  strona główna
 
  
  Syn ziemi wołyńskiej
 
  Był rok 1850. W Europie ze strachem mówiono o szalejącej w Anglii epidemii cholery, która w samym tylko Londynie zabiła 20 tys. ludzi. W Krakowie wielki pożar strawił sto sześćdziesiąt domów, cztery kościoły i dwa klasztory. Tego roku z dala od głośnych wydarzeń na zapomnianym przez świat Wołyniu w majątku Beyzymy Wielkie urodził się syn Jana i Olgi Beyzymów. Dziecku na chrzcie św. nadano imię ojca.
 
 
Czas hartowania
 
  Choć Wołyń był w tym czasie wolny od kataklizmów, Beyzymom nie żyło się beztrosko. Dzieciństwo i młodość Janka stanowią doskonały przykład na to, jak bardzo lata trudów potrafią zahartować młodego człowieka. Klęski, których doznała Polska, najpierw na skutek rozbiorów, a następnie nieudanych powstań, boleśnie dotknęły bowiem także rodzinę Beyzymów.
 
 
  
Beztroskie dzieciństwo młodego Janka nie trwało zbyt długo

Fot. arch. księży jezuitów

 
 
  Gdy chłopiec miał zaledwie 13 lat, wybuchło powstanie styczniowe. Dwór w Onackowcach - w którym wówczas mieszkała rodzina Janka - wraz z całym majątkiem zniszczyli i rozgrabili Kozacy. Ojciec za udział w powstaniu został zaocznie skazany na śmierć i musiał uciekać do zaboru austriackiego. Tym samym na młodego Janka spadła część odpowiedzialności za losy rodziny. Dorośli z podziwem patrzyli, jak najstarszy syn państwa Beyzymów gorliwie i wytrwale wspomagał matkę w opiece nad pozostałymi dziećmi i w prowadzeniu domu.
Posiadając już pewne wykształcenie, udzielał korepetycji miejscowym dzieciom. A ponieważ miał bardzo ładny charakter pisma, zlecano mu też przepisywanie dokumentów urzędowych. Kiedy trzeba było, to i drew narąbał i zboże skosił. Skromnymi zarobkami wspierał - jak mógł - budżet rodzinny. Uzbierane pieniądze posyłał także żyjącemu w nędzy ojcu.
 
 
"Żadnych modnych kłaków"
 
  Trudne warunki życia nie przytłumiły jednak zalet ducha młodego Beyzyma. Wprost przeciwnie, ten odznaczający się wyjątkową prawością młodzieniec z upływem lat coraz bardziej dojrzewał do przyszłego powołania. Nie bawiły go pospolite rozrywki, za nic miał wyszukaną elegancję i piękne ubiory. Znamienny jest jego list do wuja z prośbą o fotografię rodzinną, w którym Janek zaznaczał, aby jedna z jego sióstr ciotecznych, jego przyjaciółka i powiernica z lat dziecinnych, "nie miała na głowie żadnych modnych kłaków", bo chciałby ją mieć na zdjęciu taką, jaką ją znał.
 
 
Najszczęśliwszy dzień życia
 
  O najważniejszej decyzji swojego życia chciał osobiście powiadomić przede wszystkim ojca. Miał wtedy 22 lata. W chłopskim przebraniu przekroczył granicę z Austrią i udał się do Porudna, gdzie ojciec po długiej tułaczce znalazł stałe zatrudnienie jako zarządca w majątku swoich przyjaciół. Przybywszy tu młody Jan Beyzym wyznał ojcu, że pragnie oddać się pracy duszpasterskiej. Rodzic nie tylko pochwalił ten zamiar, ale to on ponoć podsunął synowi myśl, by drogi do stanu duchownego poszukał w Towarzystwie Jezusowym.
 
 
  
Dom Beyzymów w rodzinnym majątku Beyzymy Wielkie.

Fot. arch księży jezuitów

 
 
 
Tygodnik Tygodnik DOMINIK Tygodnik Miesiecznik Służba