2003  nr. 1
 
  Redakcja składa podziękowanie Ojcu Czesławowi Drążkowi SJ oraz Ojcu Stanisławowi Groniowi SJ za pomoc merytoryczną i udostępnienie archiwów i materiałów zdjęciowych. Serdeczne Bóg zapłać! 
 
 
 Poszedł w ślady Chrystusa 1   
 
 Syn ziemi wołyńskiej 2   
 
 Podążając za głosem powołania 3   
 
 Witaj Madagaskarze 4   
 
 Choroba ubogich 5   
 
 Dzieło Matki Najświętszej 6   
 
 W drodze na ołtarze 7   
 
 Pośród błogosławionych 8   
 
 Kapłan, lekarz, człowiek 9   
 
 Całe jego życie 10   
 
 Uzdrowienie ciała i duszy 11   
 
 Madagaskar - 100 lat później 12   
 
 Choć uleczalny - nadal groźny 13   
 
 Litania 
do błogosławionego Jana Beyzyma
14   
 
 
 
 
 
 
 
wydawnictwo   prenumerata sprzedaż wysyłkowa  sklep   kontakt  strona główna
 
  
  Podążając za głosem powołania
 
  W 1872 r. młody Beyzym został przyjęty do zakonu w domu nowicjatu jezuickiego, który mieścił się w Starej Wsi koło Brzozowa. W ciągu dwu lat nowicjatu Jan dał się poznać jako człowiek ofiarnie niosący pomoc najbardziej potrzebującym, a szczególnie chorym. Po złożeniu pierwszych ślubów zakonnych nadal kształcił się w Starej Wsi. Następnie po rocznym pobycie w Tarnopolu, gdzie zlecono mu opiekę nad młodzieżą studiującą, został wysłany do Krakowa na studia teologiczne.
 
 
  
Jan Beyzym jako młody kapłan
 
 
 
Czas kapłaństwa
 
  Młody Beyzym lepiej czuł się w otoczeniu żywych ludzi niż ksiąg. Jednak dzięki wytrwałości i pilności wszystkie egzaminy zdawał w terminie. W 1881 r. otrzymał wreszcie upragnione święcenia kapłańskie. Przyjął je z rąk bpa Albina Dunajewskiego, późniejszego kardynała. Swoją Mszę św. prymicyjną bardzo głęboko przeżył. W skromnej uroczystości w krakowskiej kaplicy jezuitów przy ul. Kopernika uczestniczył wzruszony ojciec nowo wyświęcanego kapłana.

Po święceniach o. Beyzym nadal sprawował opiekę nad młodzieżą w konwikcie w Tarnopolu. Uczył tam języków rosyjskiego i francuskiego, a potem został zastępcą prefekta generalnego. Podczas odwiedzin w Starej Wsi zapoznał się szczegółowo z ustawami zakonu i odprawił 30-dniowe rekolekcje św. Ignacego. W ten sposób przygotowywał się do pracy apostolskiej. A w 1886 r. w Tarnopolu złożył ostatnie wieczyste śluby zakonne.
 
 
W Chyrowie
 
  Przed I wojną światową wielką sławą cieszył się w Polsce wybudowany i prowadzony przez jezuitów zakład wychowawczy w Bąkowicach pod Chyrowem. Był to ogromny gmach mieszczący szkołę podstawową i średnią, konwikt oraz zespół obiektów sportowych. Kadrę stanowili wybitni, wszechstronnie wykształceni nauczyciele. W chyrowskim konwikcie o. Beyzym uczył języka rosyjskiego i francuskiego. Czuł jednak, że nie jest to jego powołanie. W jednym z listów napisał z humorem: "Uważano mnie za doktora obojga francuskich abecadeł chyba dlatego, że wielkie litery czytałem bez trudności, a w małych niewiele się myliłem. Kazano mi kiedyś uczyć francuskiego, kazano, więc trudna rada, poszedłem do klasy, ale wkrótce pokazało się, że moi uczniowie umieją dziesięć razy więcej ode mnie".
 
 
Ulubieniec młodzieży
 
  Doceniając zamiłowanie o. Jana do niesienia pomocy potrzebującym przełożeni powierzyli mu opiekę nad szkolną lecznicą. Potrafił on nie tylko troskliwie zaopiekować się chorymi, ale przede wszystkim podnieść ich na duchu. Jednym z jego ulubionych zajęć było rzeźbienie przedmiotów związanych z kultem religijnym. W rzeźbiarskich pracach przez pewien czas towarzyszył mu jeden z uczniów - Antoś Wiwulski. Kilka lat później spod ręki Antoniego Wiwulskiego wyszedł stojący dziś na Placu Jana Matejki w Krakowie sławny Pomnik Grunwaldzki upamiętniający pięćsetną rocznicę zwycięstwa króla Władysława Jagiełły nad Krzyżakami.
O. Beyzym był dla chyrowskiej młodzieży prawdziwym wychowawcą. Chłopcy mogli godzinami słuchać jego pogadanek o historii Polski oraz wesołych gawęd. Oto jak te pozalekcyjne spotkania wspomina późniejszy krytyk literacki i dramatopisarz Adam Grzymała-Siedlecki: "wszyscy dawniejsi wychowankowie Chyrowa z biegiem lat zapominali stopniowo to, czego się uczyli o wojnach punickich czy o prawie Faraday’a - ale do końca życia nie zapomną bajek i powiastek o. Beyzyma".
 
 
Życiowa decyzja
 
  Praca z młodzieżą dawała o. Beyzymowi wiele satysfakcji. Jednak z upływem czasu rosło w nim pragnienie niesienia pomocy ludziom skrzywdzonym przez los. Z wydawnictw katolickich dowiedział się o misjach wśród trędowatych. Przejęty do głębi tragedią ludzi dotkniętych tą straszną chorobą, uznał, że wśród nich będzie mógł najlepiej wypełnić swe posłannictwo. Miał wtedy 48 lat. W tym wieku ludzie zwykle oczekują od życia stabilizacji, niektórzy myślą o emeryturze. On skierował do przełożonych prośbę o wysłanie go na dalekie misje.
 
 
Zamiast Indii - Madagaskar
 
  Napisał do generała zakonu i do prowincjała. Po kilku miesiącach nadeszła niecierpliwie oczekiwana odpowiedź. Generał wyznaczał mu miejsce pracy w leprozorium w Indiach.
O. Beyzym chciał jechać jak najszybciej. Jednak przełożony placówki w Indiach oświadczył, że ze względu na tamtejsze warunki klimatyczne potrzebny jest ktoś młodszy. Poza tym na przeszkodzie stawała nieznajomość języka angielskiego (Indie były wówczas zdominowane przez Brytyjczyków). Wobec tego zwrócono się do prowincjała Tuluzy, któremu podlegała francuska misja na Madagaskarze. Tym razem nie doszukano się żadnych przeciwwskazań. 17 października 1898 r. o. Jan Beyzym pożegnał się z Polską na zawsze.
 
 
 
 Trąd mi nie straszny

Rozpalony pragnieniem leczenia trędowatych, proszę usilnie Najprzewielebniejszego Ojca Generała o łaskawe wysłanie mnie do jakiegoś domu misyjnego, gdzie mógłbym służyć tym najbiedniejszym ludziom, dopóki będzie się to Bogu podobało. Wiem bardzo dobrze, co to jest trąd i na co muszę być przygotowany; to wszystko jednak mnie nie odstrasza, przeciwnie, pociąga, ponieważ dzięki takiej służbie łatwiej będę mógł wynagrodzić za swoje grzechy. Moja prowincja tylko na tym zyska, tracąc Ťgałganať, do niczego niezdatnego, a dom misyjny, do którego zostanę przydzielony, nic nie ucierpi, ponieważ będę się starał, wedle sił i z Boską pomocą wypełniać swoje obowiązki.
  
  z listu do generała zakonu Ludwika Martin, Chyrów 23 października 1897 r.
 
 
Stara Wieś
 
 
  
Stara Wieś, gdzie Jan Beyzym spędził sześć lat życia zakonnego, leży na Pogórzu Karpackim. Miejscowość ta jest znana z bazyliki Najświętszej Maryi Panny Wniebowziętej, kolegium księży jezuitów oraz klasztoru sióstr służebniczek.

Fot. P. Fisior

 
 
 
  
W sanktuarium Matki Bożej w Starej Wsi znajduje się cudowny obraz przedstawiający Zaśnięcie Maryi. Matka Boża jest otoczona gronem Apostołów, a na Jej przybycie do nieba oczekuje Syn i zastępy aniołów. W 1968 r. Starą Wieś obiegła smutna wiadomość: w kościele spłonął cudowny obraz Zaśnięcia i Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Nikt z mieszkańców nie potrafił powiedzieć, jak do tego doszło. Okoliczności spłonięcia obrazu do dziś nie zostały wyjaśnione. Trudno oszacować wielkość straty: zniszczeniu uległ przecież nie tylko bezcenny szesnastowieczny zabytek malarstwa i pomnik kultury polskiej, który przetrwał wiele dziejowych burz, ale przede wszystkim przedmiot nabożeństwa, otoczony czcią i wdzięcznością wszystkich tych, którym Maryja udzieliła łask. Mimo to Matka Boża nie opuściła swoich wiernych. Sporządzono kopię dzieła, a liczba pielgrzymów przybywających do starowiejskiej Pani stale rośnie.

Fot. P. Fisior

 
 
 
Tygodnik Tygodnik DOMINIK Tygodnik Miesiecznik Służba