2003  nr. 1
 
  Redakcja składa podziękowanie Ojcu Czesławowi Drążkowi SJ oraz Ojcu Stanisławowi Groniowi SJ za pomoc merytoryczną i udostępnienie archiwów i materiałów zdjęciowych. Serdeczne Bóg zapłać! 
 
 
 Poszedł w ślady Chrystusa 1   
 
 Syn ziemi wołyńskiej 2   
 
 Podążając za głosem powołania 3   
 
 Witaj Madagaskarze 4   
 
 Choroba ubogich 5   
 
 Dzieło Matki Najświętszej 6   
 
 W drodze na ołtarze 7   
 
 Pośród błogosławionych 8   
 
 Kapłan, lekarz, człowiek 9   
 
 Całe jego życie 10   
 
 Uzdrowienie ciała i duszy 11   
 
 Madagaskar - 100 lat później 12   
 
 Choć uleczalny - nadal groźny 13   
 
 Litania 
do błogosławionego Jana Beyzyma
14   
 
 
 
 
 
 
 
wydawnictwo   prenumerata sprzedaż wysyłkowa  sklep   kontakt  strona główna
 
  
  W drodze na ołtarze
 
  O. Jan Beyzym odnalazł swoje powołanie wśród trędowatych na Madagaskarze, dzieląc z nimi ciężkie warunki i odrzucenie.
Po śmierci o. Beyzyma jedna z malgaskich gazet napisała: "Są takie przymusowe prace, na jakie nawet zbrodniarzy się nie skazuje, a o. Beyzym pokochał je całym sercem". Dzieło polskiego misjonarza znalazło kontynuatorów. Zbudowany z takim trudem i mimo wielu przeciwności szpital w Maranie po śmierci swego twórcy dalej się rozwijał. Stał się miejscem nie tylko leczenia trędowatych, ale także utrwalania ich w wierze. Pracujące tu siostry i pacjenci czuli stale obecność polskiego misjonarza. Jego grób na cmentarzu w Maranie był otoczony szczególną opieką.
 
 
  
O. Jan Beyzym zmarł 2 października 1912 r.

Fot. archiwum księży jezuitów

 
 
 
Wdzięczna pamięć
 
  Choć mijały lata, o. Beyzym żył w pamięci malgaskich trędowatych. Czcili go nawet ci, którzy nie mogli już znać go osobiście. To właśnie oni w 1937 r. - ćwierć wieku po jego śmierci - wystąpili do Stolicy Apostolskiej o wszczęcie procesu beatyfikacyjnego. W tym samym czasie, w 25. rocznicę zgonu misjonarza, również w Polsce podniosły się głosy postulujące rozpoczęcie starań o wyniesienie na ołtarze "apostoła odrzuconych".
 
 
W Krakowie i w Fianarantsoa
 
  Te pierwsze inicjatywy w sprawie beatyfikacji wygasły z powodu wybuchu II wojny światowej. Do sprawy wrócono dopiero w 1978 r., na krótko przed wyborem na Stolicę Piotrową Papieża Polaka. Z oficjalnym wnioskiem wystąpili księża jezuici z Prowincji Polski Południowej. Następnie konieczne było nawiązanie kontaktów pomiędzy arcybiskupstwami we Fianarantsoa na Madagaskarze i w Krakowie. W reszcie w 1984 r. w Kurii Metropolitalnej w Krakowie, w obecności ks. kard. Franciszka Macharskiego, doszło do otwarcia procesu kanonicznego.
W trakcie prac zmierzających do beatyfikacji w grudniu 1993 r. w Maranie dokonano ekshumacji doczesnych szczątków o. Beyzyma, by przenieść je do kaplicy w szpitalu trędowatych. Prowincjał jezuitów, o. Mieczysław Kożuch, przywiózł do Krakowa relikwię o. Beyzyma - prawe ramię - którą w październiku 1994 r. umieszczono w specjalnym relikwiarzu w kościele jezuitów przy ul. Kopernika. Wszak stąd właśnie misjonarz rozpoczął swoją podróż na Madagaskar.
 
 
Cudowne uzdrowienie
 
  Jednocześnie trwał proces beatyfikacyjny. Zeznania świadków oraz opinie lekarzy zbierano i w Polsce, i na Madagaskarze. Wobec heroiczności cnót i dzieła o. Beyzyma prace postępowały szybko. Jednak konieczny był cud dokonany za wstawiennictwem kandydata na ołtarze i udokumentowany zeznaniami świadków. Cud taki zdarzył się w 1997 r., gdy pewien młody krakowianin doznał ciężkich obrażeń w wyniku wypadku samochodowego. Miał uszkodzone prawie wszystkie narządy wewnętrzne. Lekarze czuli się bezsilni. Byli zaskoczeni, gdy po wielu miesiącach pobytu w szpitalu pacjent ten zaczął wracać do zdrowia. Powiedział później, że ocaliło go wstawiennictwo o. Beyzyma.
 
 
  
W 1993 r. w związku z procesem beatyfikacyjnym o. Beyzyma przeniesiono jego relikwie do sarkofagu w kaplicy w Maranie.

Fot. archiwum księży jezuitów

 
 
 

Sachalin

Ostatnim pragnieniem o. Beyzyma był wyjazd na Sachalin, by tam służyć więźniom zesłanym na katorgę. Wśród nich znajdowało się pół tysiąca Polaków. Warunki ich życia były nieludzkie, byli skazani na zagładę, pozbawieni jakiejkolwiek opieki lekarskiej czy duszpasterskiej. O. Beyzym podjął nawet pewne kroki w sprawie wyjazdu, lecz okazało się, że raczej nie może liczyć na zgodę władz rosyjskich na rozpoczęcie działalności. W listach do Polski pisał: "Prędzej na Sachalin! Byle prędzej, żeby ratować dusze na całym Sachalinie, bo giną bez pomocy".

Proszę o dziesięć ostrych trądów

Po śmierci o. Beyzyma niektóre gazety podały, że przyczyną zgonu misjonarza był trąd. Informacja ta została później sprostowana przez lekarza - o. Karola Deces, przyjaciela Beyzyma. Posługacz Trędowatych był jednak świadom możliwości zarażenia się tą ciężką chorobą. W jego listach można znaleźć słowa świadczące o tym, jak bardzo chciał się upodobnić do swoich chorych - "najchętniej chciałbym zaraz dostać nie jeden, ale dziesięć nie wiedzieć jak ostrych trądów". Prosił Matkę Bożą o "łaskę trądu". A gdy pewnego dnia spostrzegł niewielkie plamy na ręce, napisał:
"Kiedy pierwszy raz spostrzegłem te plamy, ucieszyłem się nie wiem jak i szczerze podziękowałem Matce Najświętszej. Uważałbym to za łaskę, którą mi Matka Najświętsza wyświadcza, bo proszę Ją ciągle o to, żebym się zaraził. Najpierw, będąc trędowatym, mógłbym za łaską Bożą choć w drobniutkiej cząsteczce zadośćuczynić za moje grzechy, a po wtóre, śmiało mógłbym powiedzieć Panu Jezusowi: Animam meam dedi pro fratribus meis [Życie swoje oddałem za braci moich] - dałby Bóg, żeby to był początek trądu, mnie tylko w to graj, pożyję, ile Pan Bóg pozwoli".
  
  Fragment listu do ks. M. Czermińskiego TJ, Tananariwa, 28 marca 1901 r.
 
 
Bazylika Najświętszego Serca Pana Jezusa w Krakowie
 
 
  
W 1898 r. o. Beyzym wyruszył na Madagaskar z Krakowa. Tuż przed wyjazdem mieszkał przy ul. Kopernika w kolegium oo. jezuitów, przy którym później wzniesiono bazylikę Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Fot. Włodzimierz Płaneta

 
 
  W bazylice znajduje się sarkofag bł. o. Jana Beyzyma. Zdobi go popiersie apostoła trędowatych wykonane z brązu. W palisandrowej trumience złożono kości prawej ręki Błogosławionego, symbol heroicznej służby chorym.
 
 
Tygodnik Tygodnik DOMINIK Tygodnik Miesiecznik Służba