|   |   |
| |
|   | Justyna Zych była uczennicą liceum w Krośnie. Do szkoły dojeżdżała z Korczyny, rodzinnej miejscowości bpa Pelczara. 9 stycznia 2001 r. wysiadła z autobusu i gdy chciała przejść na drugą stronę ulicy, na przejściu dla pieszych potrącił ją samochód dostawczy.
| |   |  | Z cudownie ocaloną Justyną Zych rozmawia o. Stanisław Groń SJ
|
| |
|   |      | | Wypadek w Krośnie
|  | Justyna wpadła pod koła samochodu, który wlókł ją przez kilka metrów. W szpitalu powiedziano rodzicom, że z powodu rozległych obrażeń ich córka umrze prawdopodobnie jeszcze tego samego dnia. Jedna z lekarek zasugerowała, że pomóc może tylko modlitwa.
Matka wróciła do Korczyny i u miejscowego proboszcza zamówiła Mszę św. w intencji ocalenia życia córki. Odprawiono ją jeszcze w tym samym dniu. Dwa dni później matka Justyny włożyła do skrzynki przy relikwiach bł. Józefa Sebastiana Pelczara karteczkę z tą samą prośbą. A gdy chora przeżyła najtrudniejsze dni po wypadku, jej matka znów zwróciła się do Błogosławionego - tym razem prosiła o przywrócenie zdrowia. Od tego momentu stan pacjentki systematycznie się poprawiał. Jej rehabilitację kontynuowano w domu. W kwietniu w korczyńskim kościele odprawiono Mszę św. dziękczynną za ocalenie życia Justyny. Następnego dnia dziewczyna po raz pierwszy od wypadku stanęła na nogach o własnych siłach.
Przypadek Justyny został dokładnie zbadany przez różnych lekarzy, w tym specjalistów z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Lekarze nie mieli wątpliwości: zdarzyło się coś niezrozumiałego z punktu widzenia współczesnej medycyny. Kościół uznał ten cud za podstawę do kanonizacji bł. Józefa Sebastiana Pelczara.
| |
|   |          - Jak doszło do wypadku?
    - Wysiadłam z autobusu i czekałam koło przejścia dla pieszych. Potem weszłam na jezdnię i nagle poczułam silne uderzenie. Dalej nic nie pamiętam. Po prostu silny ból i ciemność.
    
    - Twoi najbliżsi z pewnością gorąco modlili się o zdrowie dla Ciebie?
    - Sądzę, że właśnie modlitwa pomogła mi najbardziej. Czasem tak się zdarza, że medycyna jest bezsilna lub pomaga tylko do pewnego stopnia. Mnie pomógł św. Józef Sebastian Pelczar.
    
    - Zaprzyjaźniłaś się z tym Świętym, prawda?
    - Rzeczywiście, czuję się tak, jakbym zyskała nowego przyjaciela. Mam nadzieję, że św. Józef Sebastian Pelczar będzie zawsze u mojego boku i w przyszłości będzie mi pomagał w trudnych sytuacjach.
    
    - Jak się modlisz?
    - Modlę się tymi samymi słowami co dawniej, ale teraz moja wiara jest głębsza. Taka też stała się moja modlitwa. Jest ona dla mnie autentyczną rozmową z Bogiem.
    
    - Podczas kanonizacji w Rzymie niosłaś Ojcu Świętemu dary w procesji ofiarnej. Szłaś obok osoby, która również została uzdrowiona, tyle że przez św. Urszulę Ledóchowską. Co wtedy czułaś?
    - To było niesamowite! Czułam nieopisane szczęście i wielką radość. Czułam się jednak trochę skrępowana, bo wcześniej nigdy nie przypuszczałam, że coś takiego może się zdarzyć.
    
    - Co mówią Twoje koleżanki i Twoi koledzy, gdy teraz się spotykacie?
    - Nie mówią tego wprost, ale nieraz widzę w ich oczach zdziwienie i chęć zapytania: Dlaczego ty? Nie wiem, jak na to odpowiedzieć. Trzeba silnej wiary; modlitwa czyni cuda.
    
    - Co chciałabyś powiedzieć Czytelnikom "Naszej Arki"?
    - Żeby w trudnych chwilach nigdy nie tracili wiary w Boga, nie ustawali w modlitwie i ufali wstawiennictwu św. Józefa Pelczara.
| |
|   | Zdjęcia: Bogdan Sochur
|
|