|   |   |
| | Cofnięty wyrok śmierci
|  | Dziś już mało kto pamięta, jak poważną chorobą pół wieku temu była gruźlica. Dla s. Stefanii gruźlica gardła oznaczała wyrok śmierci. Siostra bardzo cierpiała, nie mogąc ani przełknąć pożywienia, ani mówić. Miała trudności nawet z piciem wody. Pozbawiona wszelkiej innej nadziei zwróciła się do Józefa Sebastiana Pelczara o wstawiennictwo u Pana Jezusa. I wtedy choroba niespodziewanie zaczęła się cofać. Już po kilku dniach pacjentce wrócił głos. Niedługo potem zjadła pierwszy od dłuższego czasu normalny posiłek.
| |   |  | Niektóre z wielu pamiątek po Świętym znajdujących się w Muzeum przy ul. Garncarskiej 24 w Krakowie
Fot. Franciszek Mróz
|
| |
|   |      | | Nowenna nauczycielki
|  | Bronek był uczniem szkoły podstawowej. W 1960 r. omal nie zginął silnie uderzony przez fragment spadającej drewnianej konstrukcji. Przez kilka dni leżał nieprzytomny w szpitalu. Lekarze prognozowali, że nawet jeśli przeżyje, przez resztę życia nie będzie normalnie mówił ani słyszał. Czuwająca przy chłopcu nauczycielka zaczęła odprawiać nowennę, zwracając się do biskupa Pelczara o zdrowie dla Bronka. Modlitwa została wysłuchana. Mały pacjent otworzył oczy. Powoli wracały mu słuch i mowa, wracało poczucie równowagi. Lekarze nie mogli w to uwierzyć.
| |
|   |      | | Obrazek pod poduszką
|  | Była jesień 1946 r. Dwuletnia dziewczynka z wioski pod Pińczowem zapadła na dyfteryt. Po przewiezieniu do szpitala została poddana poważnej operacji. Jednak zarówno zabieg chirurgiczny, jak i aplikowane lekarstwa nie przynosiły skutku. Dziecko znalazło się w stanie śmierci klinicznej. Małą opiekowała się pielęgniarka s. Hildegarda. To ona zaczęła prosić biskupa Pelczara o wstawiennictwo w intencji uzdrowienia dziewczynki. Jego wizerunek umieściła pod poduszką dziecka. Już następnego dnia malutka Jasia uniosła się na łóżku. Powiedziała, że chciałaby coś zjeść. Zdumieni lekarze z Pińczowa odesłali dziewczynkę na obserwację do kliniki uniwersyteckiej w Krakowie. Z kolei lekarze krakowscy nie mogli zrozumieć, dlaczego przywieziono im zupełnie zdrowe dziecko.
| |
|   |      | Za wstawiennictwem  bł. bpa Józefa Sebastiana Pelczara
|  | Helenka, moja uczennica z I klasy, nie była ochrzczona. Martwiło mnie to niezmiernie. Kiedy zrobiłam wywiad, okazało się, że to ojciec nie godził się na chrzest dziecka. Postanowiłam wpłynąć na ojca, ale był nieugięty. Zaczęliśmy z dziećmi w szkole odmawiać nowennę za przyczyną Sługi Bożego bpa Józefa Sebastiana Pelczara, prosząc o łaskę w tej sprawie. Równocześnie odprawiałyśmy nowennę w gronie sióstr sercanek. Po skończonej nowennie ojciec Helenki zmienił zdanie! W Wielką Sobotę odbył się chrzest św. Ojciec poznał to dobrodziejstwo i wzruszony dziękował za łaskę i opiekę nad dzieckiem.
| |
|   | s. Deotyma
| |
|  | Prosiłam i nadal proszę Ciebie, Sługo Boży Józefie Sebastianie, o pomoc w postępowaniu z moim mężem, Twoim imiennikiem. Tyś nauczył mnie, że rozdźwięk, który zaczął się między nas wkradać, nieufność wzajemna i brak wspólnoty dążeń są moją winą. Z Twoją pomocą nauczyłam się innego spojrzenia na męża, jako na czułego opiekuna mnie i naszych dzieci. Pod maską szorstkości, a czasem zdenerwowania nauczyłeś mnie dostrzegać u męża złote serce, pełne poświęcenia, otwartości i zrozumienia, pełne miłości do Boga, do naszych dzieci i do mnie. Dziękuję Ci za to, że zacieśniły się między nami więzy miłości wzajemnej, wzajemnego poszanowania i tolerancji dla naszej odrębności i indywidualnych upodobań.
| |
|   | Krystyna
|
|