2003  nr. 9
 
  Redakcja składa podziękowania Siostrom Misjonarkom Miłości z Katowic oraz Panu Walterowi Serra, Dyrektorowi VELAR Editrice za pomoc merytoryczną i udostępnienie archiwum zdjęć. Serdeczne Bóg zapłać! 
 
 
 Święta za życia 1   
 
 Ganxhe znaczy "pączek kwiatu" 2   
 
 Czas powołania 3   
 
 W służbie ubogim Kalkuta 4   
 
 O godne umieranie 5   
 
 Miejsce Niepokalanego Serca 6   
 
 Misjonarka wśród trędowatych 7   
 
 Dzień powszedni misjonarek miłości 8   
 
 Dzieci wyrwane śmierci 9   
 
 Życie jest darem Boga 10   
 
 Świat dziękuje Matce Teresie 11   
 
 Matka Teresa w Polsce 12   
 
 "Dotknąć Jezusa w ubogich" 13   
 
 Osierociła świat 14   
 
 Sześć zasadniczych kroków15   
 
 
 
 
 
 
 
wydawnictwo   prenumerata sprzedaż wysyłkowa  sklep   kontakt  strona główna
 
  
  Czas powołania
 
  Po tragicznej śmierci ojca warunki życia rodziny Bojaxhiu znacznie się pogorszyły. Mimo to matka Ganxhe nie przestała pomagać ubogim krewnym i sąsiadom. Każdy, kto wszedł w progi jej domu, mogł liczyć na miskę strawy i słowo pociechy. Pewnego razu zmarła mieszkająca w sąsiedztwie rodziny Bojaxhiu wdowa wychowująca siedmioro dzieci. Choć byli to obcy ludzie, matka Ganxhe przyjęła sieroty do swego domu, jak gdyby to były dzieci kogoś bliskiego.
 
 
Spragniona pracy misyjnej
 
  Od najwcześniejszych lat Ganxhe wzrastała w głębokiej pobożności. Pomagała matce w opiece nad chorymi i ubogimi. Uczestniczyła w życiu parafii. Pewnego dnia do kościoła w Skopje przybył jezuicki misjonarz, aby wygłosić kazanie na temat pracy w Indiach. Dziewczyna poczuła wtedy gorące pragnienie obrania tej samej drogi. Wkrótce z Indii zaczęły nadchodzić listy od jugosłowiańskich misjonarzy, pełne opisów nędzy miejscowej ludności, a zarazem wyrażające entuzjazm dla pracy misyjnej. Pod ich wpływem Ganxhe postanowiła zostać zakonnicą - misjonarką.
Wybrała Zgromadzenie Matki Bożej Loretańskiej z siedzibą w Irlandii, gdyż należące do niego siostry prowadziły działalność misyjną w Bengalu. We wrześniu 1928 r. na zawsze opuściła dom rodzinny. Wyjechała pociągiem do Zagrzebia i po wyczerpującej podróży dotarła do macierzystego domu loretanek pod Dublinem. Tu przyjęła imię zakonne Teresa - od św. Teresy z Lisieux. Pilnie uczyła się angielskiego i jeszcze przed końcem roku wyruszyła statkiem do Indii.
 
 
W roli nauczycielki
 
  W Indiach młoda albańska zakonnica musiała szybko nauczyć się miejscowych języków (bardzo przydał się talent do języków obcych odziedziczony po ojcu). Powierzono jej prowadzenie lekcji w przyklasztornej szkole w Darjeeling pod Himalajami, następnie w loretańskiej szkole w Kalkucie. Wykonując pracę nauczycielki, starała się w miarę możliwości nieść pociechę duchową ludziom żyjącym w nędzy. W 1937 r. złożyła śluby ubóstwa, czystości i posłuszeństwa. Wtedy, zgodnie z tradycją loretańską, zaczęto się do niej zwracać: Matko Tereso.
 
 
  
Matka Teresa jako dyrektorka i nauczycielka elitarnej szkoły dla dziewcząt w Kalkucie.

Fot. VELAR

 
 
 Losy rodziny Bojaxhiu

Po wyjeździe Ganxhe do Irlandii jej matka, brat i siostra jeszcze przez sześć lat mieszkali w Skopje. W 1934 r. przeprowadzili się do Tirany - stolicy wyzwolonej spod tureckiej niewoli Albanii. Brat Lazër został albańskim oficerem. Gdy kraj zajęły wojska Mussoliniego, został wcielony do armii włoskiej i resztę życia spędził we Włoszech. Z tego powodu władze komunistycznej Albanii wydały na niego zaocznie wyrok śmierci.

Matka wraz z Age, młodszą siostrą Ganxhe, pozostały w Albanii. Po wojnie przyszło im żyć pod dyktaturą Envera Hodży, zagorzałego wroga wiary. Matka Teresa zdawała sobie sprawę, że jej przynależność do zakonu może być powodem represji władz komunistycznych wobec jej najbliższych. Bardzo bolała z tego powodu, tym bardziej że wiadomości o ich losie były ograniczone z powodu cenzurowania korespondencji. Gdy stała się osobą szeroko znaną, próbowała różnymi sposobami uzyskać od władz albańskich zgodę na opuszczenie kraju przez obie kobiety. Starania te nic jednak nie dały. Starsza pani Bojaxhiu zmarła w 1972 r., a jej córka rok później. Nie spełniło się wielkie marzenie Matki Teresy, aby zobaczyć je przed śmiercią.

 
 
  
Matka Teresa odwiedziła rodzinny kraj w 1991 r. podczas pielgrzymki Jana Pawła II do Albanii. Ówczesny prezydent Albanii przyjął Matkę Teresę w swoim pałacu po usilnych prośbach ze strony Ojca Świętego.

Fot. Ryszard Rzepecki

 
 
 Pociąg do Darjeeling


Wkrótce po 36. urodzinach Matka Teresa udała się w podróż koleją do Darjeeling na rekolekcje i wypoczynek. Podróż wśród chorych i nędzarzy trwała całą noc. Zmusiła ją do głębszego zastanowienia się nad swoją pracą w zakonie loretanek.

Ku istocie powołania

Kierowała w Kalkucie szkołą dla dziewcząt z bogatych rodzin. Piastując to stanowisko wiodła życie skromne, ale spokojne, wolne od trosk. Czy rzeczywiście tego chciała wybierając przed laty powołanie zakonnicy? Czy powinna tak żyć, gdy koło niej tylu ludzi wegetowało w nędzy i umierało z głodu? "Tamtej nocy moje oczy otworzyły się na cierpienie i zrozumiałam do głębi istotę mojego powołania" - wyznała później Matka Teresa. Poczuła, że Pan Jezus domaga się od niej, aby porzuciła dotychczasową pracę i wyszła na ulice służyć ubogim. W tym celu musiała założyć nowe zgromadzenie zakonne.

Na spotkanie nieznanego

Realizacja tego zadania wymagała pokonania wielu trudności. Wydawało się, że przerasta to siły i umiejętności skromnej zakonnicy, która do tej pory nie wyróżniała się szczególnymi zdolnościami organizatorskimi. Jej plan początkowo spotkał się z niezrozumieniem u bezpośrednich przełożonych w zakonie. W końcu jednak dostała zgodę na opuszczenie zakonu loretanek. 16 sierpnia 1948 r., nazajutrz po święcie Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, zostawiła za sobą bezpieczne mury klasztoru i wyruszyła na spotkanie nieznanego. Czuła się samotna i zagubiona.

 
 
  
Chociaż Matka Teresa znała Indie od kilkunastu lat i nędza w Kalkucie nie była dla niej zaskoczeniem, widok wychudzonych ludzi w łachmanach żebrzących na dworcu wstrząsnął nią szczególnie.

Fot. Agnieszka Truska

 
 
 
Tygodnik Tygodnik DOMINIK Tygodnik Miesiecznik Służba