2004  nr. 2
 
  Redakcja składa podziękowania Ojcu Prowincjałowi Franciszkowi Bieńkowi, Ojcu Romanowi Zajšcowi oraz Ojcu Czesławowi Hensel za pomoc merytorycznš oraz udostępnienie archiwum i zdjęć. Serdeczne Bóg zapłać! 
 
 
 W służbie tym, którzy cierpią 1   
 
 Żołnierz, awanturnik, 
hazardzista
2   
 
 Właściwa droga 3   
 
 Znak czerwonego krzyża 4   
 
 Poświęcenie bez granic 5   
 
 W 25 krajach świata 6   
 
 Ewangelia miłości i miłosierdzia 7   
 
 Polskie ścieżki kamilianów 8   
 
 Matka Boża Uzdrowienie Chorych 9   
 
 Bezdomni... 10   
 
 Starsi... 11   
 
 ...chorzy są naszymi panami... 12   
 
 Litania do św. Kamila13   
 
 
 
 
 
 
 
wydawnictwo   prenumerata sprzedaż wysyłkowa  sklep   kontakt  strona główna
 
  
  Właściwa droga
 
  On - do niedawna jeszcze bitny żołnierz i zapamiętały hazardzista - stał się żebrakiem. Zapłacił wysoką cenę za hulanki i skłonność do ryzyka. Lecz może powinniśmy powiedzieć inaczej: dzięki temu, że stracił wszystko, co posiadał, odnalazł to co najcenniejsze: Boga i swe prawdziwe powołanie.
 
 
Żebrak i robotnik
 
  24-letni Kamil de Lellis, jak wielu ludzi znajdujących się w podobnej sytuacji, w poszukiwaniu wsparcia stanął pod kościołem św. Dominika w Manfredonii. Miał dużo szczęścia. Opiekujący się świątynią kapucyni wznosili właśnie klasztor. Młody, silny człowiek dopraszający się o jałmużnę u wrót kościoła zwrócił ich uwagę. Zaproponowali mu pracę przy budowie klasztoru. Tak doszło do pierwszej przemiany w życiu Kamila: z żołnierza i nałogowego hazardzisty przemienił się w pracowitego robotnika. Powierzono mu transportowanie materiałów potrzebnych na budowie.
Praca ta dała mu okazję bliższego poznania zakonników. Nagle przed Kamilem otworzył się nowy świat, którego zupełnie nie znał. Życie zakonne, jakże odmienne od tego, które on sam wiódł przez lata, urzekło go. Zrozumiał, jak głupio i bezsensownie postępował do tej pory. I wtedy nastąpiła w nim druga, ta najważniejsza w jego życiu przemiana. Postanowił poświęcić się służbie Bogu.
 
 
Płaczący grzesznik
 
  Stało się to po rozmowie z gwardianem konwentu San Giovanni Rotondo, dokąd kapucyni z Manfredonii wysłali Kamila, by załatwił kilka spraw gospodarczych.
Z ust ojca Angelo usłyszał wówczas zachętę do podjęcia wysiłku ułożenia swego życia wewnętrznego. Ojciec gwardian wyraził też przekonanie, że Kamil zdolny jest do znacznie bardziej odpowiedzialnych prac niż te, jakimi się do tej pory zajmował.
Słowa te poruszyły Kamila do głębi. Myślał o nich przez całą drogę powrotną do Manfredonii, odczuwając wręcz fizyczny ból na myśl o latach, które wcześniej zmarnował. Kiedy dojechał na swym ośle do miejsca zwanego Monte Gorgone, zdarzyło się coś niezwykłego. On, twardy żołnierz zaprawiony w boju, uklęknął na środku drogi i rozpłakał się jak małe dziecko. Później zaczął się żarliwie modlić, prosząc Boga, aby pomógł mu naprawić grzeszne życie. Nawrócenie awanturnika i hazardzisty miało miejsca w Święto Matki Bożej Gromnicznej, 2 lutego 1575 r. Tego dnia narodził się nowy Kamil de Lellis.
 
 
  
Miejsce nawrócenia św. Kamila
 
 
 
Dokuczliwa rana
 
  Zaraz po powrocie do Manfredonii Kamil zapragnął jak najszybciej wstąpić do zakonu kapucynów. Zaczął gorliwie wypełniać przepisane regułą obowiązki. Niebawem, doceniając jego szczere chęci, przyjęto go do nowicjatu. Nie nacieszył się jednak długo dopiero co przywdzianym habitem. Z czasów służby wojskowej została mu na nodze rana, która nie chciała się zabliźnić. Podrażniona teraz szorstką materią habitu, dała o sobie znać z nową siłą. Jątrzyła się i ropiała, sprawiając świeżo upieczonemu zakonnikowi nieznośny ból. Przełożeni nakazali Kamilowi przerwać nowicjat i poddać się kuracji.
W ten sposób de Lellis ponownie trafił do szpitala św. Jakuba w Rzymie, w którym już wcześniej się leczył, gdy pełnił służbę wojskową. Z tamtych czasów pozostawił po sobie jak najgorsze wspomnienie krnąbrnego pacjenta. Trudno się zatem dziwić, że personel szpitala przyjmując go nie krył niechęci i niezadowolenia.
Jakimż zaskoczeniem okazała się jego obecna postawa! Już nie awanturował się, nie przeklinał, nie grał w karty, ale sumiennie modlił i oddawał praktykom pokutnym. A ponieważ nie był obłożnie chory, chętnie włączył się do wspomagania lekarzy w ich pracy. Zrazu pełnił tylko posługi pielęgniarskie. Z czasem powierzano mu coraz bardziej odpowiedzialne zadania. Wypełniał je tak sumiennie, że nawet po zagojeniu się rany nie chciano, by opuścił szpital.
 
 
Stracone nadzieje
 
  W szpitalu św. Jakuba Kamil spędził cztery lata. W końcu zdołał powrócić do przerwanego nowicjatu, minęło jednak zaledwie kilka miesięcy i fatalna rana znów zaczęła sprawiać kłopoty. Ponownie nakazano podjęcie leczenia. Był zrozpaczony. Jego zamiar spędzenia reszty życia w klasztorze stawał się coraz bardziej nieosiągalny.
Powrócił znów do chorych w szpitalu św. Jakuba. Jako pacjent i - jak poprzednio - wolontariusz opiekujący się ludźmi bardziej cierpiącymi od niego. Powoli godził się z myślą, że nie będzie mu dane zostać zakonnikiem. Jednocześnie coraz wyraźniej uświadamiał sobie, że niesienie ulgi bliźnim daje mu ogromną radość i staje się sensem jego życia.
 
 
Niezwykły wolontariusz
 
  W szpitalu św. Jakuba, do którego przyjmowano ubogich i bezdomnych, system opieki nad pacjentami pozostawiał wiele do życzenia. Lekarze traktowali chorych jak króliki doświadczalne, wypróbowując na nich nowe mikstury oraz nowe metody chirurgiczne. Pielęgniarze bardziej interesowali się grą w karty niż pomaganiem ludziom skręcającym się w mękach. Zdarzało się, że okradali ich, a nawet stosowali przemoc fizyczną.
To, co robił Kamil było całkowitym przeciwieństwem tych praktyk. On odnosił się do chorych z wielką troską. Na miarę swoich skromnych możliwości starał się ulżyć im w cierpieniu fizycznym i wspierać ich duchowo. Widząc wyjątkową ofiarność wolontariusza, kierownictwo szpitala zdecydowało się powierzyć mu wolne od pewnego czasu stanowisko zarządcy placówki. Został zwierzchnikiem pielęgniarzy, a jednocześnie miał odpowiadać za sprawy gospodarcze. De Lellis stanął wobec zupełnie nowego wyzwania. W jego życiu nastąpiła kolejna ważna przemiana: odnalazł swoje przeznaczenie. Rana, która długo wydawała się Kamilowi przekleństwem i dotkliwą karą za grzechy młodości, naprowadziła go na właściwą drogę.
 
 
 
 Szpital św. Jakuba

Jest to jeden z najstarszych szpitali w Rzymie. Założony w XIV w. znacznej rozbudowy doczekał się w wieku XVI, czyli w czasach św. Kamila. Po rozbudowie lecznica mogła pomieścić jednorazowo nawet 730 pacjentów. Duchowe życie szpitala skupia się wokół kościółka Matki Bożej Bramy Raju, pełniącego rolę kaplicy szpitalnej. Ta niewielka świątynia liczy ponad tysiąc lat, a obecną postać otrzymała około 500 lat temu.
Kamil de Lellis przebywał w szpitalu św. Jakuba trzykrotnie. Za pierwszym razem, będąc jeszcze żołnierzem, leczył się tam przez prawie 10 miesięcy. Następny pobyt miał miejsce między 1575 a 1579 rokiem. Ostatni raz przebywał tu przez 5 lat, do 1584 r. W sumie w szpitalu tym spędził 9 lat i 4 miesiące.
To właśnie tutaj wokół św. Kamila skupiła się grupa ludzi, którzy chcieli służyć bliźnim, zgodnie z Chrystusowym wezwaniem: Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnieście uczynili. Taki był początek zakonu kamilianów.
 
 
  
Wnętrze szpitala św. Jakuba (fotografia sprzed kilkudziesięciu lat)
 
 
 
Tygodnik Tygodnik DOMINIK Tygodnik Miesiecznik Służba