2004  nr. 2
 
  Redakcja składa podziękowania Ojcu Prowincjałowi Franciszkowi Bieńkowi, Ojcu Romanowi Zajšcowi oraz Ojcu Czesławowi Hensel za pomoc merytorycznš oraz udostępnienie archiwum i zdjęć. Serdeczne Bóg zapłać! 
 
 
 W służbie tym, którzy cierpią 1   
 
 Żołnierz, awanturnik, 
hazardzista
2   
 
 Właściwa droga 3   
 
 Znak czerwonego krzyża 4   
 
 Poświęcenie bez granic 5   
 
 W 25 krajach świata 6   
 
 Ewangelia miłości i miłosierdzia 7   
 
 Polskie ścieżki kamilianów 8   
 
 Matka Boża Uzdrowienie Chorych 9   
 
 Bezdomni... 10   
 
 Starsi... 11   
 
 ...chorzy są naszymi panami... 12   
 
 Litania do św. Kamila13   
 
 
 
 
 
 
 
wydawnictwo   prenumerata sprzedaż wysyłkowa  sklep   kontakt  strona główna
 
  
  Poświęcenie bez granic
 
  Utworzony przez Kamila zakon z roku na rok się powiększał. Szybko wzrastała liczba włoskich miast, w których powstawały kamiliańskie lecznice. Braci przybywało, ale
i potrzeby były coraz większe.
 
 
Bez lęku i trwogi
 
  Wieki XVI i XVII to czas wielkich epidemii dziesiątkujących ludność Europy. Gdy "morowe powietrze" dotarło do Rzymu, mieszkańcy miasta patrzyli z podziwem i zdumieniem na kamilianów, którzy bez lęku i trwogi śpieszyli z pomocą wszystkim zarażonym. Niedługo potem Wieczne Miasto nawiedziła powódź. Wody Tybru wdarły się do szpitala Ducha Świętego. Zakonnicy z narażeniem życia na plecach wynosili chorych z zagrożonych zatopieniem pomieszczeń.
Również w innych włoskich miastach, do których dotarła dżuma pojawili się zakonnicy z czerwonymi krzyżami na habitach. Pielęgnowali chorych, umierającym udzielali sakramentów, grzebali zmarłych. Już za życia Kamila kilkunastu braci oddało życie, ratując swych podopiecznych.
 
 
  
Kamil pielęgnuje zadżumionych.
 
 
 
Wszystko dla ubogich
 
  Miłość bliźniego Kamil okazywał nie tylko przy łóżku chorego. Ubodzy zawsze mogli liczyć na jego wsparcie. Dzielił się z nimi wszystkim, co miał. Pewnego razu polecił zakonnemu kucharzowi nakarmić gromadę głodnych żebraków, którzy zjawili się pod szpitalem. Gdy ten protestował mówiąc, że nazajutrz nie będzie miał czym nakarmić współbraci, Kamil powiedział, by się nie martwił i miał ufność w Bogu. Następnego dnia zdziwieni bracia znaleźli na swych talerzach makaron i potrawkę w sosie pomidorowym.
 
 
Wśród więźniów i galerników
 
  "Ojców dobrej śmierci" spotykano wszędzie tam, gdzie swoje żniwo zbierały nędza, choroby, zaraza, głód. O każdej porze dnia i nocy kamilianie udawali się do domów osób umierających, by nieść ostatnią posługę. Opieką objęli także chorych więźniów. Nieśli pomoc medyczną ludziom skazanym na straszliwą pracę na galerach. Zajęli się też organizowaniem pomocy dla żołnierzy rannych w bitwach. Wielu z nich uratowali, wynosząc ich z narażeniem życia z pól bitewnych w trakcie walk.
 
 
Kamiliański symbol
 
  W średniowieczu rycerze uczestniczący w krucjatach w Ziemi Świętej nosili na płaszczach znak krzyża. Kamil - żołnierz, niejednokrotnie walczący z Turkami - wiedział o tym. Później uznał, że opieka nad nieuleczalnie chorymi to też rodzaj walki, gdyż wymaga odwagi, całkowitego poświęcenia, a czasem narażenia życia. Postanowił zatem, że czerwony krzyż będzie znakiem jego zakonu.
Z krzyżem kamiliańskim wiąże się wiele cudownych zdarzeń. Jedno z najbardziej znanych miało miejsce na Węgrzech, gdy w czasie działań wojennych spłonął namiot kamilianów zajętych opatrywaniem rannych. Ogień strawił cały dobytek zakonników, ale nie dotknął krzyża naszytego na habicie.
Prawdopodobnie to kamiliański krzyż, widoczny na polach walk całej Europy, stał się inspiracją dla Jeana-Henriego Dunanta - Szwajcara, który w XIX w. założył Czerwony Krzyż - organizację niosącą pomoc rannym.
 
 
  
Kościół św. Marii Magdaleny w Rzymie od czasów św. Kamila jest Domem Generalnym Zakonu Posługujących Chorym.
 
 
 
Kres drogi
 
  Mając 64 lata Kamil de Lellis był już ciężko chory. Najprawdopodobniej cierpiał na raka żołądka. Miał nasilające się problemy z przyjmowaniem pokarmów. Coraz bardziej dawała mu się też we znaki wciąż nie zagojona rana na nodze. Jego stan pogorszył się dramatycznie, kiedy wizytował klasztor kamilianów w Mediolanie. Zrozumiał, że zbliża się kres jego ziemskiej wędrówki. Poprosił, żeby zawieziono go do Rzymu. Chciał po raz ostatni odwiedzić szpital Świętego Ducha. Podtrzymywany przez braci, z trudem po raz ostatni obszedł cały szpital, gdzie spędził 30 lat swego życia. Dodawał otuchy chorym, pożegnał się z personelem.
Ostatnie dni spędził w pomieszczeniu z ołtarzem, w którym odprawiano Msze św. Zmarł tak, jak uczył umierać innych: cicho, pokornie, godnie i pobożnie.
 
 
  
Sala, w której w 1614 r. zmarł Kamil de Lellis została zamieniona w kaplicę. Znajduje się w kościele św. Marii Magdaleny w Rzymie.
 
 
 Szczególne życzenie

Umierający Kamil wyjawił spowiednikowi swoje pragnienie. Poprosił, by namalowano dla niego obraz przedstawiający Boże Miłosierdzie. Chciał, by przedstawiał on historię zbawienia świata oraz rolę w zbawieniu Maryi i archanioła Michała - pogromcy szatana. Życzeniu Kamila stało się zadość. Założyciel Zakonu Posługujących Chorym kontemplował ów obraz i przepraszał Boga za grzechy młodości. Twierdził, że zbawienie może osiągnąć nie dzięki swoim zasługom, ale dzięki Krwi Chrystusa przelanej na krzyżu i niezgłębionemu Miłosierdziu Bożemu.
 
 
 
 Święty i patron

Kościół w pełni uznał świadectwo świętości Kamila de Lellis i jego szkoły miłosierdzia i uznał go wzorem dla wszystkich chrześcijan. Jego kanonizacja odbyła się w 1746 r. Został patronem chorych i personelu medycznego oraz szpitali. Jest także opiekunem umierających.
Jego imię przywoływane jest w Litanii za konających.
 
 
Tygodnik Tygodnik DOMINIK Tygodnik Miesiecznik Służba