2004  nr. 8
 
  Redakcja składa podziękowania Matce Przełożonej Panien Norbertanek Pauli Torczyńskiej i Siostrze Dorocie Goldstrom z klasztoru na Zwierzyńcu w Krakowie, Księdzu Infułatowi Jerzemu Bryle - proboszczowi parafii Najœwiętszego Salwatora oraz Pani Profesor dr hab. Wacławie Szelińskiej za pomoc merytorycznš oraz udostępnienie archiwum i zdjęć. Serdeczne Bóg zapłać! 
 
 
 Chwała Błogosławionej 1   
 
 Z prastarego rodu 2   
 
 Biały habit 3   
 
 Dobra i dzielna ksieni 4   
 
 Zawsze ze swym ludem 5   
 
 Wzgórze 
błogosławionej Bronisławy
6   
 
 Kościół i klasztor 
panien zwierzynieckich
7   
 
 Patronka dobrej sławy 8   
 
 Księgi ludzkiej wdzięczności 9   
 
 Dla Boga wszystko możliwe 10   
 
 Tajemniczy zakątek 
starego Krakowa
11   
 
 Zwierzynieckie legendy 12   
 
 Litania do św. Bronisławy13   
 
 
 
 
 
 
 
wydawnictwo   prenumerata sprzedaż wysyłkowa  sklep   kontakt  strona główna
 
  
  Wzgórze 
błogosławionej Bronisławy
 
  Stara legenda mówi, że na wzgórzu Sikornik ukazywała się Bronisława pośród siedmiu gorejących pochodni. Na początku XVIII w. właśnie na tym miejscu wzniesiono kapliczkę ku czci błogosławionej norbertanki.
 
 
  
Fot. Jacek Cholewczuk
 
 
 
 
 Wyśnione miejsce

W XVIII w. do Krakowa przybył z Litwy pewien szlachcic. Od dawna szukał miejsca, które kiedyś zobaczył we śnie. Śniło mu się bowiem, że znajduje się obok góry, na której stoi ołtarz otoczony zakonnicami w białych szatach. Tajemniczy głos obwieścił mu, że tutaj znajdzie swoje zbawienie. Szlachcic zrozumiał, że była to obietnica od Pana Boga. Wyruszył więc na poszukiwanie wskazanego miejsca. Po długiej wędrówce trafił na Sikornik. To właśnie była góra z jego snu. Litwin osiadł w pobliżu kaplicy bł. Bronisławy i tam spędził resztę życia jako pustelnik.
 
 
 
 Kaplica na Sikorniku

Po upadku Polski Austriacy postanowili wykorzystać strategiczne położenie Wzgórza bł. Bronisławy i rozpoczęli wznosić tu forty. Podczas budowy zburzono kaplicę patronki tego miejsca. Protesty czcicieli bł. Bronisławy były tak energiczne, że dotarły aż do cesarza w Wiedniu i rząd austriacki musiał na własny koszt wystawić nową kaplicę. Po odzyskaniu niepodległości odprawiano tu nabożeństwa dla polskich żołnierzy. Wśród wotów dla błogosławionej norbertanki zaczęły się pojawiać ryngrafy i żołnierskie orzełki. Po wybuchu II wojny światowej zabudowania forteczne zajął hitlerowski okupant. Po wojnie wierni odzyskali dostęp do miejsca kultu bł. Bronisławy.
 
 
 
 Pomnik trwalszy niż ze spiżu

Za kaplicą patronki Polski wznosi się symboliczna mogiła przywódcy ostatniego zrywu narodowego przed utratą niepodległości - Tadeusza Kościuszki.
Trudno o bardziej wzruszający hołd - pomnik usypany rękami całego narodu, Polaków ze wszystkich zaborów. Teren pod budowę podarowały siostry norbertanki. Przez trzy lata przy kopcu pracowało całe społeczeństwo: szlachta, inteligencja i - co ma szczególne znaczenie - prosty lud. Przywieziono tu ziemię z pól bitewnych: m.in. Maciejowic i Racławic. Budowę ukończono w 1823 r., sześć lat po śmierci bohatera.
W bliższych nam czasach ze znaczenia tego obiektu dla narodu polskiego zdali sobie sprawę Niemcy. Hans Frank, administrator utworzonej z części ziem polskich Generalnej Guberni, postanowił zlikwidować kopiec. Hitlerowcy planowali wtedy wzniesienie na terenie krakowskich Błoń luksusowej dzielnicy rządowej i postanowili usunąć widoczny z Błoń kopiec, bo... psuł Niemcom perspektywę. Na szczęście, zanim przystąpiono do realizacji tego projektu, wojna się skończyła.
 
 
 
 

"Żołnierze walczący za Ojczyznę są śmiertelni, ale Ojczyzna jest nieśmiertelna".
  
  Tadeusz Kościuszko
 
 
 
 Kronika pustelnika

W czasach niewoli do kaplicy na Wzgórzu bł. Bronisławy przybywali dziękować za wolność polscy patrioci, zwolnieni z więzień i zsyłek uczestnicy powstań narodowych. Wpisywali się do księgi pamiątkowej.


"Święta Bronisławo, bądź za Polaków sprawą" - napisał jeden z patriotów powracających z więzienia politycznego. Inny pielgrzym, porucznik powstania listopadowego, ułożył wiersz:
    "Boże wspieraj nasze chęci,
    gdy za wolność, równość, całość
    życie każdy z nas poświęci,
    Ty daj męstwo i wytrwałość".
W XIX w. w księdze pojawił się krótki tekst podpisany "Galicjanin":
    "... Tam oto na obrazie po prawej stronie
    szatana spotkała kara.
    
Dziad* ci opowie, jak bies wziął po ogonie,
    gdy go skazała Bronisława święta.
    Czemu, ach czemuż z Polski nie wypędzisz cara,
    który nas gorzej od biesa pęta?"

*Dziad czyli pustelnik

 
 
 
 
Służka cicha i posłuszna
 
  W zwierzynieckim klasztorze ciągle żywa jest pamięć o skromnej zakonnicy - Słudze Bożej Emilii Podoskiej.
Pochodziła z rodziny szlacheckiej. Ojciec brał udział w powstaniu styczniowym, matka słynęła z dobroci i pobożności, szczególnie dla służby i biednych włościan. Wychowywała 15 dzieci, prowadziła gospodarstwo, opiekowała się starszymi i chorymi. Emilia jako dziecko wraz z matką odwiedzała chaty biedaków, niosąc im pomoc i pocieszenie. Kiedy w połowie XIX w. w Galicji wybuchła rabacja i chłopi mordowali panów i palili dwory, poddani Podoskich stanęli w obronie swoich państwa i nie pozwolili im zrobić krzywdy. Niedługo potem ojciec Emilii uwłaszczył swoich włościan. Kiedy przyszło kolejne powstanie, styczniowe, wzięli w nim udział bracia Emilii. Podobnie jak kiedyś ojciec, odnieśli ciężkie rany w walce za wolność ojczyzny. Emilia zaś z matką i siostrami oddały wszystkie klejnoty, by wspomóc powstanie.
 
 
  
W dniu profesji zakonnej s. Emilia napisała piękną modlitwę: "O mój najsłodszy Jezu! Wprowadziłeś mnie do przedsionka nieba, a teraz Sam do niego wracasz, beze mnie; i za całą podporę z tej niebieskiej góry podajesz mi krzyż. Chwytam go oburącz, przytulam go do serca, bo na nim tyle bólu i męki za mnie poniosłeś. Tęsknić będzie dusza moja, póki nie przyjdziesz!".

Franciszek Mróz

 
 
  W wieku 27 lat Emilia wstąpiła do zakonu norbertanek na Zwierzyńcu. Całe jej życie zakonne to czas cichego i nieustannego dążenia do doskonałości, umartwiania, pokuty, wierności ślubom i regule. Pracowała jako nauczycielka w klasztornej szkole. Uczyła wychowanków miłości do Boga i Matki Najświętszej, skromności i uczciwości. Kiedy została kierowniczką szkoły klasztornej i internatu, poziom nauczania znacznie wzrósł. Później została mistrzynią nowicjatu. W serca przyszłych zakonnic norbertańskich starała się wszczepić szacunek do reguły zakonnej.
W wieku 43 lat zachorowała na zapalenie płuc, które przeszło w nieuleczalną wówczas gruźlicę. Zapewne nie bez wpływu na chorobę pozostał niezmiernie surowy tryb życia, który prowadziła. Nie narzekała, lecz z utęsknieniem czekała spotkania z Jezusem. Chciała złożyć ofiarę z życia za odrodzenie i reformę zakonu. Zmarła w 1889 r. Od jej śmierci w zakonie przywrócono dawną surową regułę.
 
 
Tygodnik Tygodnik DOMINIK Tygodnik Miesiecznik Służba