2005  nr. 10
 
  Redakcja składa podziękowania Jego Ekscelencji Księdzu Biskupowi Kazimierzowi Górnemu - Ordynariuszowi Diecezji Rzeszowskiej; Księdzu Januszowi Sšdelowi - Redaktorowi Naczelnemu "ródła Diecezji Rzeszowskiej" i Wicekanclerzowi Kurii Rzeszowskiej; Księdzu Doktorowi Andrzejowi Motyce - Postulatorowi diecezjalnemu procesu beatyfikacyjnego ks. Władysława Findysza; Księdzu Piotrowi Tarnawskiemu - Postulatowowi rzymskiemu; Księdzu Redaktorowi Sylwestrowi Łšckiemu CMSA oraz Siostrom Loretankom za pomoc merytorycznš oraz udostępnienie archiwum i zdjęć.  
 
 
 Ocalić od zapomnienia 1   
 
 Pierwsza szkoła wiary 2   
 
 Wybór drogi życia 3   
 
 Duszpasterz czasu wojny 4   
 
 Walka o dusze 5   
 
 Sąd nad kapłanem 6   
 
 Zwycięstwo księdza Władysława 7   
 
 Ostatnie dni ks. Findysza 8   
 
 W ludzkich 
sercach i wspomnieniach
9   
 
 Odebrać ludziom Boga 10   
 
 Beatyfikacja w Roku Eucharystii 11   
 
 W służbie Bogu i Narodowi 12   
 
 Modlitwy13   
 
 
 
 
 
 
 
wydawnictwo   prenumerata sprzedaż wysyłkowa  sklep   kontakt  strona główna
 
  
  Sąd nad kapłanem
 
  Kiedy ks. Findysz został uwięziony, był już poważnie chory. Aresztowano go bowiem zaledwie kilka tygodni po ciężkiej operacji tarczycy. Warunki, w jakich się znalazł, bardzo pogarszały stan jego zdrowia.
 
 
  
Pierwsze miejsce osadzenia ks. Findysza - zamek w Rzeszowie, zaadaptowany przez austriackiego zaborcę na więzienie

Fot. ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Rzeszowie

 
 
 
Apel do ludzkich uczuć
 
  Właśnie względy humanitarne wysuwały na pierwszy plan władze kościelne, prosząc o zwolnienie księdza z aresztu, przynajmniej do czasu wydania i uprawomocnienia się wyroku. W piśmie do prokuratury biskup Wojciech Tomaka zwracał uwagę, że stan zdrowia żmigrodzkiego proboszcza jest niepewny i grozi komplikacjami. "Przetrzymywanie go w takim stanie zdrowia w warunkach więziennych, w narażeniu samego życia byłoby wprost nieludzkie, jak również bezpodstawne" - pisał bp Tomaka. Zaznaczał, że ks. Findysz nie jest dla otoczenia niebezpieczny, a jego dolegliwości wykluczają wszelkie obawy związane z możliwością ucieczki. W zakończeniu pisma biskup konkludował: "Z tytułu więc nie jakiegoś wyjątku, lecz tylko czysto ludzkich uczuć, oraz dla uniknięcia rozgoryczenia parafian, którzy zatrzymanie chorego proboszcza przeżywają bardzo boleśnie, Kuria Biskupia prosi o wypuszczenie wymienionego księdza na wolność i zezwolenie mu na odpowiadanie z wolnej stopy".
Apel do ludzkich uczuć PRL-owskiego wymiaru sprawiedliwości okazał się przysłowiowym rzucaniem grochem o ścianę. Na nic zdały się również petycje parafian, wstawiających się za swoim proboszczem. Zlekceważono nawet opinię lekarza więziennego, który stwierdził u aresztowanego wrzód przełyku, a także wysunął podejrzenie nowotworu, w związku z czym postulował zbadanie go przez komisję lekarską. Zamiast komisji ks. Findysz doczekał się jedynie nowych szykan.
 
 
Przestroga dla kapłanów
 
  Do rozprawy przed sądem doszło 16 i 17 grudnia 1963 r. Kapłan został doprowadzony przed oblicze sądu skuty w kajdankach. W pokazowym procesie, którego finał był z góry przesądzony, przesłuchano jedenastu świadków oskarżenia. Przed oblicze sądu nie został natomiast dopuszczony żaden z trzech świadków obrony zgłoszonych przez ks. Findysza!
Wyrok zapadł po trwającej zaledwie kilka minut naradzie. Oczywiście, był to wyrok skazujący: dwa i pół roku więzienia. Podstawę formalną stanowił artykuł 3 "Dekretu o ochronie wolności sumienia i wyznania", mówiący: "Kto w jakikolwiek sposób zmusza inną osobę do udziału w czynnościach lub obrzędach religijnych albo ją od udziału bezprawnie powstrzymuje, podlega karze więzienia do lat 5". Księdza oskarżono, że zmuszał mieszkańców Nowego Żmigrodu do zawierania małżeństw kościelnych. Jednocześnie wysunięto też zarzut powstrzymywania ludzi od udziału w obrzędach religijnych, bowiem osobom, które żyły w związkach niesakramentalnych, kapłan zabraniał przystępowania do innych sakramentów oraz nie zezwalał być rodzicami chrzestnymi i świadkami bierzmowania. W uzasadnieniu do wyroku napisano, że oskarżony "postępowaniem swoim wytwarzał nienawiść wśród ludzi wierzących i niewierzących". Sąd nie uwzględnił faktu, że działania ks. Findysza pozostawały w całkowitej zgodzie z przepisami prawa kanonicznego pozbawiającego parafian, którzy nie mają ślubu kościelnego, wszelkich praw kościelnych z wyjątkiem prawa do pokuty. Po prostu ks. Findysz nie mógł postępować inaczej. Wyrok został natychmiast wykonany, mimo że nie był prawomocny. Miał być przestrogą dla innych "niepokornych" kapłanów.
 
 
  
Ks. Władysław Findysz po wyjściu z więzienia podczas wizytacji kanonicznej ks. bpa Bolesława Taborskiego

Fot. ze zbiorów Księży Saletynów

 
 
 Bądź wola Twoja...

Był poddany woli Bożej i gotowy na śmierć. W kronice parafialnej napisał takie słowa: "Poddałem się operacji tarczycy w szpitalu gorlickim. Operacja udana, ale powinna jeszcze być druga. Zostałem aresztowany, co popsuło stan mojego zdrowia. Dziś kwalifikuję się jako nieuleczalnie chory. Każą mi prosić o cud za przyczyną ks. J. Balickiego. Ale mi to przychodzi z trudem, bo raczej należy prosić o spełnienie woli Bożej niż o cud" (Kronika parafii Nowy Żmigród, wpis ks. Findysza).
 
 
 
 Wigilia ks. Findysza

"Nie mogę zapomnieć odwiedzin w Wigilię Bożego Narodzenia 1963 r. chociaż minęło już ponad trzydzieści lat. Po wielu staraniach otrzymałem przepustkę na odwiedziny. Miejsce odwiedzin to dwa szeregi klatek z grubego drutu ustawione naprzeciw siebie, a w środku pomiędzy klatkami przejście - korytarz dla strażnika więziennego. Po jednej stronie w klatkach więźniowie, a po drugiej stronie odwiedzający więźniów, natomiast po środku przechadzał się strażnik więzienny. Wszyscy wszystko słyszą i niewiele rozumieją, bo głosy zlewają się w jeden bełkot. Wymieniliśmy kilka zdań i ks. proboszcz prosi mnie: ťJutro święta Bożego Narodzenia, nie mogę się wyspowiadać, ale obudziłem [w] sobie akt żalu za wszystkie moje grzechy, więc proszę o udzielenie mi rozgrzeszenia...Ť. W tym momencie strażnik to usłyszał, zasłonił kratę i przerwał wizytę dla wszystkich więźniów. Trudno wyrazić to słowami, to trzeba było przeżyć. Odczuć tę ordynarną diabelską wprost złośliwość, bo jak to inaczej nazwać. Stałem chwilę jak nieprzytomny. Taka była Wigilia Bożego Narodzenia 1963 r. dla ks. Findysza i dla mnie" (ks. Antoni Bieszczad, ówczesny wikariusz w Nowym Żmigrodzie).
 
 
 
 Listy z więzienia

"Ludźmi jesteśmy, dlatego potrzebujemy i cieszymy się pamięcią, życzliwym, szczerym słowem przyjaciół, znajomych. Nas związała i wspólna dola szkolna, bo część naszego życia, upodobań i pragnień przy Was, bo żyliśmy dla Was, dlatego uczniowskie słowa pamięci nabierają specjalnej ceny w dniach doświadczeń życiowych ich wychowawców. (...) Pogodne Wasze listy dodają otuchy i optymistycznej oceny wypadków, myślenia i czucia po chrześcijańsku" (List ks. Findysza do Jana Hanasa, 16 II 1964).
 
 
Tygodnik Tygodnik DOMINIK Tygodnik Miesiecznik Służba