2008  nr. 1
 
  Redakcja składa podziękowania za pomoc merytorycznš w przygotowaniu numeru oraz udostępnienie archiwum i zdjęć: Gwardianowi Niepokalanowa - Ojcu Stanisławowi Marii Piętce OFMConv., Gwardianowi Klasztoru Franciszkanów w Krakowie - Ojcu Andrzejowi Zajšcowi OFMConv., Gwardianowi Klasztoru Franciszkanów w Harmężach - Ojcu Stanisławowi Czerwonce OFMConv., Dyrektorowi Wydawnictwa Ojców Franciszkanów - Ojcu Markowi Iwańskiemu OFMConv., Redaktorowi Naczelnemu "Rycerza Niepokalanej" - Ojcu Piotrowi Marii Lenartowi OFMConv., Dyrektorowi Centrum Informacyjnego Zakonów - Ojcu Janowi Marii Szewkowi OFMConv., Wiceprezesowi Narodowemu Rycerstwa Niepokalanej - Ojcu Krystianowi Żmudzie OFMConv. oraz Archiwiœcie Krakowskiej Prowincji Franciszkanów - Ojcu Marcinowi Guzikowi. Serdeczne Bóg zapłać! 
 
 
 Wyznawca i męczennik 1   
 
 Kronika życia 
św. Maksymiliana
2   
 
 Rycerz Niepokalanej 3   
 
 Klasztorne miasteczko 4   
 
 Ogród Niepokalanej 5   
 
 Początek drogi do męczeństwa 6   
 
 Więzień numer 16670 7   
 
 Stałem w jednym szeregu 
z o. Maksymilianem
8   
 
 Nie mogłem tutaj nie przybyć 9   
 
 Miejsce poświęcone Niepokalanej 10   
 
 Modlitwa i praca dla Niepokalanej 11   
 
 Litania do św. Maksymiliana12   
 
 
 
 
 
 
 
wydawnictwo   prenumerata sprzedaż wysyłkowa  sklep   kontakt  strona główna
 
  
  Początek drogi do męczeństwa
 
  W 1939 r., po napadzie Niemiec na Polskę, o. Maksymilian polecił braciom opuścić klasztor i udać się do rodzinnych domów, gdzie będą bezpieczniejsi. Większość braci wyjechała, ale wielu zostało. 19 września nastąpiło pierwsze aresztowanie zakonników. Wywieziono ich do obozów w Lamsdorf, Amtitz i Ostrzeszowie. 8 grudnia, w święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, zostali zwolnieni. Po powrocie bracia zastali Niepokalanów zniszczony i splądrowany.
 
 
  
O. Maksymilian z braćmi, którzy pozostali w Niepokalanowie w pierwszych dniach wojny.

Fot. Archiwum Wydawnictwa w Niepokalanowie

 
 
 
Aresztowanie
 
  Kolejne aresztowanie nastąpiło rankiem 17 lutego 1941 r. Do Niepokalanowa wjechały dwa policyjne samochody. O. Maksymilian - zawiadomiony przez brata furtiana - wyszedł im na spotkanie. Po krótkim przesłuchaniu nastąpiło aresztowanie - bez podania powodów. Wraz z o. Maksymilianem do czarnych samochodów wsiadło czterech franciszkanów (dwóch z nich przeżyło obóz, dwóch zginęło). Po aresztowaniu o. Maksymiliana dwudziestu braci dobrowolnie zgłosiło się jako zakładnicy za swego gwardiana. Niemcy nie zgodzili się jednak na zamianę.
 
 
Wyznanie wiary
 
  O. Maksymiliana najpierw przewieziono do osnutego ponurą sławą więzienia na Pawiaku. Stamtąd prowadziły tylko dwie drogi: jedna na Palmiry, gdzie dokonywano egzekucji; druga do obozu zagłady. Strażnik więzienny widząc zakonnika w habicie z różańcem u pasa, szarpnął z furią za krzyżyk koronki i krzyknął: "I ty w to wierzysz?!". O. Maksymilian odpowiedział spokojnie: "Tak, wierzę". Gestapowiec uderzył go w twarz. Za chwilę padło to samo pytanie. I znów ta sama odpowiedź: "Tak, wierzę". Ponowny cios w twarz. I tak kilka razy. W końcu Niemiec, widząc, że zakonnik jest niewzruszony, z wściekłością wyszedł z sali, trzasnąwszy drzwiami. Zdarzenie to miało miejsce w marcu. W maju o. Maksymilian z grupą innych więźniów został wywieziony do KL Auschwitz.
 
 
  
Dowództwo jednostki okupacyjnej Niepokalanowa.

Fot. Archiwum Wydawnictwa w Niepokalanowie

 
 
 
 
 

Kościół i naród to jedno

Niemcy obawiali się polskiego Kościoła. Wiedzieli, że w ciężkich dla narodu czasach Kościół zawsze jednoczył Polaków, wspierał ich walkę o niepodległość i pomagał przetrwać, niosąc umocnienie duchowe i materialne. Jeden z niemieckich dostojników, zapytany przez biskupów polskich, dlaczego okupant niszczy polskie duchowieństwo, odpowiedział: "U was w Polsce jest tak: Kościół i naród to jedno. Musimy to rozerwać. Dlatego bijemy raz w Kościół, raz w naród".

 
 
 
 

Przyjęli wszystkich z miłością

W Niepokalanowie znaleźli zakwaterowanie i wyżywienie wysiedleńcy z Pomorza i Wielkopolski. Franciszkanie dzielili się z nimi wszystkim, co mieli. Uruchomili warsztaty stolarskie, krawieckie, szewskie. Udostępnili klasztorny szpital (infirmerię) i aptekę. Przygotowali maszyny rolnicze, by wznowić produkcję rolną. W szczytowym okresie liczba wysiedleńców wynosiła około 3500 osób, w tym ponad 1500 Żydów.

 
 
  
Ostatnia fotografia o. Maksymiliana

Fot. Archiwum Wydawnictwa w Niepokalanowie

 
 
 
 
 

Różaniec o. Maksymiliana

W roku 1941 o. Maksymilian przekazał swój różaniec współwięźniowi z Auschwitz, Wilhelmowi Żelaznemu (nr obozowy 1126) z Chorzowa. Oto jego relacja: "Po skatowaniu mnie miałem połamane żebra i ciężko rozchorowałem się na płuca. Lekarz wprowadził mi do rany gumową rurkę, którą wyciekała ropa. Ciężka praca w wodzie, głód, rany po pobiciu i pogarszający się stan zdrowia spowodowały moje zmuzułmanienie, brak chęci do życia i całkowite załamanie psychiczne. Postanowiłem pójść na druty. Zwierzyłem się z tego koledze więźniowi. Kolega ten powiedział mi, że zanim to zrobię, powinienem porozmawiać z księdzem, który mnie pocieszy. Skontaktował mnie z bratem Maksymilianem Kolbe. Ten długo ze mną rozmawiał i na koniec wyciągnął woreczek umocowany po wewnętrznej stronie obozowej bluzy pod pachą, w którym znajdował się porwany różaniec. Wręczył mi go mówiąc, że mi go udostępnia na pewien czas, abym go odmawiał, co mi doda sił i podniesie mnie na duchu. Powiedział mi również, że brakuje w nim kilku paciorków zniszczonych przez gestapowca na Pawiaku, lecz te brakujące mam również odmawiać. W woreczku znajdowały się również resztki zniszczonych paciorków, które brat Maksymilian troskliwie pozbierał z podłogi celi na Pawiaku. Kiedy po pewnym czasie w znacznie lepszym stania poszedłem oddać różaniec, okazało się, że brat Maksymilian poszedł do bunkra na śmierć głodową. W ten sposób różaniec pozostał u mnie. 14 kwietnia 1942 r. zostałem z obozu zwolniony".

 
 
Tygodnik Tygodnik DOMINIK Tygodnik Miesiecznik Służba