2008  nr. 1
 
  Redakcja składa podziękowania za pomoc merytorycznš w przygotowaniu numeru oraz udostępnienie archiwum i zdjęć: Gwardianowi Niepokalanowa - Ojcu Stanisławowi Marii Piętce OFMConv., Gwardianowi Klasztoru Franciszkanów w Krakowie - Ojcu Andrzejowi Zajšcowi OFMConv., Gwardianowi Klasztoru Franciszkanów w Harmężach - Ojcu Stanisławowi Czerwonce OFMConv., Dyrektorowi Wydawnictwa Ojców Franciszkanów - Ojcu Markowi Iwańskiemu OFMConv., Redaktorowi Naczelnemu "Rycerza Niepokalanej" - Ojcu Piotrowi Marii Lenartowi OFMConv., Dyrektorowi Centrum Informacyjnego Zakonów - Ojcu Janowi Marii Szewkowi OFMConv., Wiceprezesowi Narodowemu Rycerstwa Niepokalanej - Ojcu Krystianowi Żmudzie OFMConv. oraz Archiwiœcie Krakowskiej Prowincji Franciszkanów - Ojcu Marcinowi Guzikowi. Serdeczne Bóg zapłać! 
 
 
 Wyznawca i męczennik 1   
 
 Kronika życia 
św. Maksymiliana
2   
 
 Rycerz Niepokalanej 3   
 
 Klasztorne miasteczko 4   
 
 Ogród Niepokalanej 5   
 
 Początek drogi do męczeństwa 6   
 
 Więzień numer 16670 7   
 
 Stałem w jednym szeregu 
z o. Maksymilianem
8   
 
 Nie mogłem tutaj nie przybyć 9   
 
 Miejsce poświęcone Niepokalanej 10   
 
 Modlitwa i praca dla Niepokalanej 11   
 
 Litania do św. Maksymiliana12   
 
 
 
 
 
 
 
wydawnictwo   prenumerata sprzedaż wysyłkowa  sklep   kontakt  strona główna
 
  
  Więzień numer 16670
 
  Oto relacja naocznego świadka przyjazdu do Auschwitz transportu, w którym znajdował się o. Maksymilian: "Wieczorem 28 maja 1941 r. przybywa do obozu oświęcimskiego transport więźniów politycznych z Warszawy. Pod silną eskortą esesmanów wychodzą z bydlęcych wagonów. Szczuci psami i bici kolbami maszerują na plac apelowy oświęcimskiej kaźni. Przy wywoływaniu nazwisk musiano biec wzdłuż szpaleru utworzonego przez esesmanów, z których każdy batogiem lub rzemieniem okutym w ołów bił po głowie i twarzy. Na noc zamknięto wszystkich w małej łaźni, gdzie z braku powietrza kilku omdlewa. Następnego dnia, po przebraniu każdego w łachmany ludzką krwią zmoczone, kazano księżom i Żydom wystąpić z szeregu. Żydów zbito i zmasakrowano do nieprzytomności i wcielono do karnej kampanii, księży natomiast przeznaczono do ciężkiej pracy" - ks. Konrad Szweda, były więzień KL Auschwitz.
 
 
  
O. Kolbe - więzień nr 16 670

Fot. Piotr Życieński

 
 
 
Kilkadziesiąt kilogramów gałęzi
 
  W obozie o. Maksymilian Kolbe otrzymał numer 16 670. Przydzielono go do komanda "Babice", które pracowało przy wyrębie drzew i znoszeniu gałęzi. Więźniowie dźwigali na plecach po kilkadziesiąt kilogramów gałęzi. Po przyniesieniu tego ciężaru na miejsce po następną partię musieli wracać biegiem. Droga była pełna wertepów. Co kilka kroków stali vorarbeiterzy i długimi kijami bili tych, którzy słabli. Kapo Heinrich Krott uwziął się szczególnie na o. Maksymiliana. Polecał ładować mu na plecy podwójną ilość gałęzi, a gdy o. Kolbe upadał pod ciężarem, kapo kopał go do nieprzytomności po twarzy i brzuchu. Współwięźniowie chcieli pomóc o. Maksymilianowi, ale on odmawiał, nie chcąc ich narażać na gniew Krotta.
 
 
Połowa porcji chleba
 
  Pobity do nieprzytomności o. Maksymilian został przeniesiony do bloku chorych. Chorzy otrzymywali tylko połowę obozowej racji żywności, a o. Maksymilian dzielił się jeszcze tą głodową porcją z innymi. Nocami modlił się i spowiadał współwięźniów, choć wszelkie posługi kapłańskie były surowo zabronione. Pragnął uchronić serca ofiar przed nienawiścią do oprawców. Mówił: "Nienawiść nie jest siłą twórczą. Siłą twórczą jest miłość". Chory i wyczerpany nie godził się przyjąć od towarzyszy niedoli żadnej pomocy - powtarzał, że nie chce być specjalnie traktowany.
 
 
Życie za życie
 
  Pod koniec lipca 1941 r. z bloku nr 14, na którym przebywał wówczas o. Maksymilian Kolbe, uciekł jeden z więźniów. W odwecie Karl Fritzsch, kierownik obozu i zastępca komendanta Rudolfa Hössa, skazał 10 więźniów z tego bloku na śmierć głodową. Był to najokrutniejszy rodzaj śmierci. Więźniowie bali się bunkra głodowego bardziej niż rozstrzelania czy powieszenia. Przerażała powolność tej agonii, a do męki głodu dochodziła męka pragnienia. Wśród skazanych znalazł się Franciszek Gajowniczek, sierżant 36. Warszawskiego Pułku Piechoty, mąż i ojciec dwójki dzieci. O. Kolbe zgłosił się na ochotnika iść za niego do bunkra głodowego. Fritzsch zgodził się na zamianę. Na liście skazanych numer obozowy Franciszka Gajowniczka został zastąpiony numerem o. Maksymiliana Kolbego. Jak podał jeden z naocznych świadków, w drodze do bloku śmierci o. Maksymilian podtrzymywał jednego ze skazańców, który był starszy i wyczerpany. Konanie o. Kolbego trwało dwa tygodnie. Dobito go zastrzykiem z fenolu. O. Maksymilian odszedł do nieba 14 sierpnia 1941 r., w wigilię Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Jego ciało zostało spalone w piecu krematoryjnym.
 
 
  
Wnętrze krematorium z piecami, w których palono zwłoki ofiar.

Fot. Piotr Życieński

 
 
 
 
 

Bądź spokojna, Mamo

15 czerwca, w czasie kiedy doświadczał bicia, głodu i upokorzeń,
o. Maksymilian wysłał do matki swój jedyny list z obozu. Jest to jego ostatnia zachowana korespondencja:

"Moja Kochana Mamo,
Pod koniec miesiąca maja przyjechałem z transportem do obozu w Oświęcimiu. U mnie jest wszystko dobrze. Kochana Mamo, bądź spokojna o mnie i o moje zdrowie, gdyż dobry Bóg jest na każdym miejscu i z wielką miłością pamięta o wszystkich i o wszystkim. Byłoby dobrze przed moim następnym listem nie pisać do mnie, ponieważ nie wiem, jak długo tu pozostanę.
Z serdecznymi pozdrowieniami i pocałunkami.

Rajmund Kolbe"

 
 
 
 

To był wstrząs

"W Oświęcimiu odczuwało się degradację człowieka, dziesiątki ludzi przeżywały kryzys człowieczeństwa w sobie samych. Budziły się jakieś zwierzęce instynkty... Psychika człowieka była bezlitośnie okaleczona... Odnosiło się wrażenie, że cały świat tonie we wzajemnej nienawiści... I oto następuje wstrząs. Znajduje się wśród nas ktoś, kto w tę noc duchową wysoko wznosi sztandar miłości... Był to wstrząs pełen optymizmu, regenerujący i dodający sił... Mówienie o tym, że o. Maksymilian umarł dla jednego z nas lub dla jego rodziny jest co najmniej uproszczeniem sprawy. Ta śmierć była ratunkiem dla tysięcy ludzi i na tym polega wielkość tej śmierci" - inż. J. Bielecki, były więzień KL Auschwitz

 
 
Tygodnik Tygodnik DOMINIK Tygodnik Miesiecznik Służba