2009  nr. 10
 
  Redakcja składa podziękowania za udostępnienie archiwum i zdjęć oraz pomoc merytorycznš w przygotowaniu numeru Księdzu Kanonikowi Marianowi Mikołajczakowi, Księdzu Kanonikowi Bogdanowi Reformatowi, Księdzu Kustoszowi Józefowi Handerkowi, Księdzu Kustoszowi Tomaszowi Nowakowi, Księdzu Markowi Kapłonowi oraz Klerykowi Adrianowi Mantykiewiczowi. Serdeczne Bóg zapłać! 
 
 
 Patron kapłanów 1   
 
 Trudna droga do kapłaństwa 2   
 
 W służbie zbawienia dusz 3   
 
 Święty Proboszcz 4   
 
 Drogowskazy do nieba 5   
 
 U grobu Proboszcza z Ars 6   
 
 Pierwsze polskie sanktuarium  
św. Jana Marii Vianneya
7   
 
 Ars kapłanów częstochowskich 8   
 
 Kościół na Sołaczu 9   
 
 Kapłaństwo  
to miłość Serca Jezusowego
10   
 
 Modlitwa11   
 
 
 
 
 
 
 
wydawnictwo   prenumerata sprzedaż wysyłkowa  sklep   kontakt  strona główna
 
  
  Święty Proboszcz
 
  Kiedy ks. Vianney przybył do Ars, dla wielu stał się obiektem drwin. Szydzono z niego z powodu jego radykalnego ubóstwa. Rzucano na niego oszczerstwa. Jednak z czasem rosnąca sława jego świętości zagłuszyła złe języki. W dziesiątym roku jego pracy duszpasterskiej w Ars przybyło do niego około 20 tysięcy wiernych. Przez ostatni rok życia wyspowiadał ponad 80 tysięcy osób. Ludzie przyjeżdżali i czekali kilka dni, żeby prosić Świętego o błogosławieństwo czy duchową wskazówkę. Przez 41 lat posługi w Ars ks. Jan Vianney przyjął około miliona penitentów. Kiedy zmarł, w jego pogrzebie wzięło udział około 300 duchownych i około 6 tysięcy wiernych. Żegnały go dzwony wszystkich kościołów dekanatu.
 
 
  
W dniach, kiedy ks. Jan Maria Vianney konał, panował nieznośny upał. Ars było dosłownie oblężone przez tłumy pielgrzymów. Parafianie, pragnąć ulżyć ukochanemu Proboszczowi w cierpieniach, rozłożyli wokół plebanii płachty płócien i polewali je wodą, by odświeżyć powietrze. W chwili śmierci Świętego nad Ars zerwała się straszliwa burza (na zdjęciu: scena z muzeum figur woskowych w Ars).

Fot. Jakub Szymczuk/Agencja GN

 
 
 
Nowe oblicze Ars
 
  Pod koniec życia ks. Vianneya Ars nie było już tą samą wioską, do której przybył przed laty z Ecully jako młody kapłan. Rzadko kto opuszczał teraz niedzielną Mszę św. Ojcowie rodzin przestali przepijać w szynkach zarobek, więc znikła główna przyczyna nędzy mieszkańców. Gospodarze stali się pracowici, uczciwi i oszczędni. Nikt już nie pracował w niedzielę. Ludzie zrozumieli, że praca w dniu poświęconym Panu niszczy życie chrześcijańskie oraz rodzinne i nie przynosi korzyści. Na drogach i polach nie słychać było przekleństw, sprośnych piosenek czy żartów. Parafianie ks. Vianneya stali się poważniejsi, bardziej opanowani i skupieni. Gdy w południe odezwały się dzwony, przerywano wszystkie zajęcia, by zmówić Anioł Pański.
 
 
Walka o dusze
 
  Ta przemiana parafii była efektem bezkompromisowości Proboszcza w walce z grzechem. Tym, którzy nie chcieli uniknąć choćby najmniejszej okazji do zgorszenia, nie udzielał rozgrzeszenia. Czekał na prawdziwą skruchę i poprawę. Wśród pobożniejszych i rozsądniejszych parafian dobrał sobie współpracowników, którzy dawali dobry przykład innym, stając się zaczynem dobra. Na tym jednak nie kończyła się praca Proboszcza nad zbawieniem powierzonych mu dusz. W tajemnicy biczował się do krwi żelazną dyscypliną, nosił kłującą włosiennicę, wykorzystywał każdą okazję do umartwienia się w intencji nawrócenia swoich parafian oraz penitentów.
 
 
  
Zniszczony trójgraniasty kapelusz ks. Jana Vianneya i rozdeptane wieśniacze buty wymownie świadczą o jego umiłowaniu ubóstwa.

Fot. Jakub Szymczuk/Agencja GN

 
 
 
Piękna duszyczka
 
  Miłość ks. Vianneya do Boga i ludzi wyrażała się na co dzień w uśmiechu, cierpliwości, łagodności, prostocie, skromności, dobrym słowie. Jeden ze świadków jego życia zapamiętał takie zdarzenie: W dniu imienin Proboszcza mała dziewczynka ofiarowała mu bukiet kwiatów. Solenizant podziękował jej i powiedział z uśmiechem - "Moja maleńka, twój bukiecik jest piękny, lecz twoja duszyczka jest jeszcze piękniejsza".
 
 
Uśmiech Świętego
 
  Proboszcz z Ars nie był pozbawiony poczucia humoru. Kiedyś podczas wielkiej ulewy zamknięto drzwi do pomieszczenia, przez które przechodziło się do mieszkania Proboszcza. O pierwszej w nocy ks. Vianney wyszedł z konfesjonału i cicho zapukał do drzwi plebanii. Stał jakiś czas w deszczu, ale nikt nie usłyszał pukania. Przemoczony do suchej nitki wrócił do konfesjonału i tam pozostał do porannej Mszy św. Kiedy wkładał ornat, zauważono, że jego sutanna jest mokra. Proszono go więc, aby się przebrał. On jednak zbył te prośby żartem: "Zostawcie. Nic nie szkodzi. To tylko dowód, że nie jestem z cukru". Innym razem poproszono go o pamiątkę, dla osoby, która kolekcjonowała relikwie. Odmówił z uśmiechem: "Niechże uczyni je sobie z własnego ciała!"
 
 
  
Pokój Proboszcza z Ars zapełniony był świętymi wizerunkami, które przypominały ks. Vianneyowi o potrzebie ustawicznej modlitwy i czuwania.

Fot. Jakub Szymczuk/Agencja GN

 
 
 
 
 Śmierć

- "Bóg, moi drodzy, policzył nasze lata i określił, który rok ma być ostatnim rokiem w naszym życiu. W tym ostatnim roku zna On ostatni miesiąc, w ostatnim miesiącu ostatni dzień, w ostatnim zaś dniu ostatnią godzinę, w której przestaniemy żyć".

- "Nagle puka śmierć. Chrystus Pan wzywa ludzi przed swój sąd, żeby zdali rachunek ze swojego życia. W tej przerażającej chwili źli chrześcijanie chcieliby uporządkować swoje sumienie, ale nie mają już czasu, nie mają siły, a może nie mają też i łaski Bożej, której trzeba, żeby się podźwignąć. Błagają Boga o litość, a On odpowiada, że ich nie zna, zamyka przed nimi bramę, czyli wtrąca ich do piekła. Taki los czeka wielu grzeszników, którzy dziś spokojnie sobie żyją w swoich nieprawościach. Może i ty, bracie, do nich należysz?".

  
  Św. Jan Maria Vianney
 
 
 
 Sąd szczegółowy

- "Sąd ten odbędzie się wobec naszego Anioła Stróża, który przypomni nasze dobre czyny, i czarta, który wyjawi nasze grzechy. Potem Bóg ogłosi wyrok na wieczność".
  
  Św. Jan Maria Vianney
 
 
Tygodnik Tygodnik DOMINIK Tygodnik Miesiecznik Służba