2015  nr 10
 
  Redakcja składa podziękowania za udostępnienie archiwum i zdjęć Ojcu Doktorowi Alojzemu Warotowi OFM – Wicepostulatorowi w procesie beatyfikacyjnym Sługi Bożego Brata Alojzego Kosiby, Ojcu Doktorowi Salezemu Bogdanowi Brzuszkowi OFM – byłemu Wicepostulatorowi, Ojcu Jackowi Biegajło OFM – Gwardianowi Klasztoru Braci Mniejszych i Kustoszowi Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej w Wieliczce oraz Panu Arturowi Koziołowi – Burmistrzowi Miasta i Gminy Wieliczka. Serdeczne Bóg zapłać! 
 
 
 Z warsztatu do klasztoru 1   
 
 Franciszkański kwestarz 2   
 
 Paneczkowie Brata Alojzego 3   
 
 Idzie najniższy sługa ojców reformatów. Proszę o jaką jałmużnę 4   
 
 O, mój Jezu, miłosierdzia! 5   
 
 Cela Brata Alojzego Kosiby 6   
 
 Życie jak pieśń o miłosierdziu 7   
 
 Kościół i klasztor franciszkanów reformatów w Wieliczce 8   
 
 Wielicka świątynia franciszkanów 9   
 
 Łaskawa Księżna Wielicka10   
 
 
 
 
 
 
 
wydawnictwo   prenumerata sprzedaż wysyłkowa  sklep   kontakt  strona główna
 
  
  Z warsztatu do klasztoru
 
 Urodził się jako Piotr Kosiba w Libuszy niedaleko Biecza (wówczas Diecezja Przemyska, obecnie Diecezja Rzeszowska). Przyszedł na świat 29 czerwca 1855 r. we wspomnienie Apostołów Piotra i Pawła. W tym samym dniu - wedle dawnego zwyczaju - został ochrzczony i otrzymał imię jednego z patronów dnia. Jednak w pamięci współczesnych i potomnych zapisał się jako Brat Alojzy z Wieliczki, ponieważ w wielickim klasztorze spędził ponad 60 z 84 lat swego życia - od nowicjatu aż do śmierci.

 
 
  
Brat Alojzy Kosiba klęczy przed św. Franciszkiem z Asyżu; nad nimi Pan Jezus Ukrzyżowany, przed którym Sługa Boży wypraszał łaski dla wszystkich, którzy polecali się jego modlitwom i przepraszał Boga za zło, którego dopuszczali się inni (witraż z sanktuarium Matki Bożej Łaskawej w Wieliczce).

Fot. Franciszek Mróz

 
 
  Rodzina Kosibów utrzymywała się z pracy na roli, żyjąc bardzo skromnie w tzw. kurnej chacie. Piotr miał starszego brata i młodszą siostrę. Gdy miał dwa lata, zmarła mu matka. Ojciec ożenił się powtórnie. Z drugą żoną miał jeszcze siedmioro dzieci (z których troje zmarło niedługo po urodzeniu). Wychowując się w wielodzietnej rodzinie, Piotr od najmłodszych lat był przyzwyczajony do ubóstwa i troski o innych, młodszych i słabszych od siebie. Czytać i pisać nauczył się w szkole parafialnej w Libuszy. Później chodził do czteroklasowej szkoły ludowej w Bieczu, codziennie pokonując pieszo kilka kilometrów. Głos powołania usłyszał wcześnie. Pragnął zostać kapłanem, lecz ojciec nie pozostawił mu złudzeń - nie stać go było na pokrycie kosztów stancji i wydatków związanych z nauką, jakie trzeba byłoby ponosić przez lata studiów. Chciał jednak zapewnić synowi konkretny zawód i wysłał go na naukę do warsztatu szewskiego w Bieczu. Było to i tak bardzo wiele - dość powiedzieć, że wówczas większość libuszan kończyła edukację na szkole parafialnej.
 
 Niewiasta na furcie
 
 Już w trakcie terminowania u szewca Piotr przychodził na Msze św. i modlitwę do bieckiego klasztoru ojców reformatów (dawna nazwa niektórych prowincji zakonu franciszkanów). Podczas uroczystości i nabożeństw miał okazję przyglądać się życiu zakonnemu. Po trzech latach nauki zawodu otrzymał dyplom czeladnika i wyjechał do Tarnowa, gdzie było łatwiej o pracę. Stamtąd przesyłał rodzinie zaoszczędzone pieniądze, ubrania, buty i książki religijne. W ten sposób pragnął odwdzięczyć się za umożliwienie mu zdobycia fachu, który zapewniał utrzymanie. Podczas dwuletniego pobytu w Tarnowie (1876-1878) często odwiedzał tamtejszy klasztor ojców bernardynów (bernardyni to także jedna z prowincji zakonu franciszkańskiego). W tym właśnie czasie w jego sercu ważyła się decyzja o wstąpieniu do zakonu. Pewnego dnia odważył się zapukać do furty. Ku jego zdziwieniu otworzyła mu niewiasta, prawdopodobnie kucharka, pytając czego sobie życzy. Zaskoczony kandydat pomyślał chwilkę, odpowiedział: "e, już nic", pochwalił Boga i odszedł. Po pewnym czasie zgłosił się do klasztoru franciszkanów-reformatów w Bieczu i został przyjęty. Wysłano go najpierw do postulatu w Jarosławiu, gdzie przyjął habit zakonny oraz imię patrona dnia obłóczyn - św. Alojzego Gonzagi. Wkrótce potem został skierowany do klasztoru w Wieliczce, bo tam akurat brakowało szewca.
 
 

Szewc bez butów

Piotr Kosiba, pracując i mieszkając w Tarnowie, co pewien czas odwiedzał rodzinę w Libuszy. Podczas jednej z takich wizyt zwrócił uwagę na głodne i licho odziane dzieci wielodzietnej rodziny Grabowskich. Nie namyślając się wiele, poszedł do Biecza i tam sprzedał swoje nowe buty, a za uzyskane pieniądze kupił dla tych biedactw trochę żywności i odzieży. Kiedy potem w niedzielę szedł do kościoła w starych zdartych butach, niektórzy młodzi kpili z niego, że "szewc, a bez butów chodzi".


 
 
Tygodnik Tygodnik DOMINIK Tygodnik Miesiecznik Służba