2002  nr. 14
 
  Redakcja składa podziękowania Ojcu Nikodemowi Gdykowi OFM za pomoc merytoryczną oraz udostępnienie materiałów i archiwów zdjęciowych Redakcji "Ziemi Świętej".
Serdeczne Bóg zapłać!
 
 
 
 I stał się człowiekiem 1   
 
 Dzisiaj w Betlejem 2   
 
 Modlitwa była jedyną ostoją 3   
 
 Szczególna Wieczerza 4   
 
 Wigilijne zwyczaje 5   
 
 Radując się z narodzenia Boga 6   
 
 Żywy obraz Narodzin Pańskich 7   
 
 Święta Świętych 8   
 
 Śnieg topniał od łez 9   
 
 Cud pojednania 10   
 
 Czy wiesz, że... 11   
 
 Pieśń o cichej nocy12   
 
 
 
 
 
 
 
wydawnictwo   prenumerata sprzedaż wysyłkowa  sklep   kontakt  strona główna
 
  
  Cud pojednania
 
  Minęło już ponad pół wieku, a ja doskonale pamiętam tę kolędę usłyszaną w wigilijny wieczór 1942 roku - wspomina kapitan Antoni Biegun, "Czarny Antek", kapitan oddziału Narodowych Sił Zbrojnych.
 
  W wigilijny wieczór 1942 r. oddział "Czarnego Antka" maszerował na nocleg do leśniczówki w okolicach Biłgoraja. Po drodze zaskoczyła ich śnieżyca. Gospodarze z wioski, przez którą właśnie przechodzili, zaprosili ich na wigilijną wieczerzę. Żołnierze weszli do chaty i siedli przy stole. Nagle wartownicy spostrzegli na drodze sanie z żołnierzami. Dopiero po dłuższej chwili poznano mundury Wehrmachtu. Szczęknęły zamki karabinów. W każdej sekundzie z którejś ze stron mógł paść pierwszy strzał.
Nagle jeden z Niemców rzucił broń, zdjął czapkę i pięknym, przejmującym głosem zaczął śpiewać po niemiecku: Cicha noc, święta noc... Jego towarzysze zrobili to samo. Kiedy skończyli śpiewać, partyzanci odebrali im broń i zastanawiali się, co z nimi zrobić. Wtedy z chałupy wyszła gospodyni i powiedziała: "Wiem, żeśta łotry i nikczemniki, ale dziś nie wolno nienawidzieć i trzeba winy największym wrogom darować. Wchodźcie do chałup". Wystraszeni Niemcy siedli z boku. Wszyscy odmówili modlitwę, a następnie połamali się opłatkiem. "Na końcu gospodarz podszedł do wrogich żołnierzy. Byli zaskoczeni, mieli łzy w oczach. Jeden uklęknął, ucałował opłatek i rękę gospodarza". Po kolacji Niemcy pokazywali zdjęcia swoich najbliższych. Mówili o lęku o swe rodziny pozostawione w bombardowanych przez aliantów miastach i o strachu przed wysłaniem na front wschodni. Po skończonej Wigilii partyzanci zastanawiali się, co zrobić z jeńcami, przecież w razie przekazania informacji o kontakcie wieśniaków z żołnierzami NSZ wiosce groziła pacyfikacja. "W taki święty dzień jak Boże Narodzenie nie godzi się zabijać, przecież oni też są chrześcijanami. Niemcy nie zdradzą, bo sami będą się bali. Za spędzenie wigilijnego wieczoru z partyzantami im też grozi wyrok" - przekonywali gospodarze. Ostatecznie jeńcy odeszli wolno.
Kilka dni później ci sami niemieccy żołnierze przyjechali ponownie do wsi. Powiedzieli, że wysłano ich na front wschodni. Byli zrozpaczeni. Przywieźli gospodarzom zupy błyskawiczne i... cztery kartony amunicji. Kobiety z wioski przyniosły im trochę jedzenia na drogę. Niemcy żegnając się, znów mieli łzy w oczach. To spotkanie z Niemcami mogło tak się skończyć tylko w Wigilię - mówi w zadumie kapitan Antoni Biegun.
 
  (oprac. na podst. tekstu J. Szarka "Moc kolędy",
"Źródło" 52/99)
 
 
Tygodnik Tygodnik DOMINIK Tygodnik Miesiecznik Służba