2003  nr. 1
 
  Redakcja składa podziękowanie Ojcu Czesławowi Drążkowi SJ oraz Ojcu Stanisławowi Groniowi SJ za pomoc merytoryczną i udostępnienie archiwów i materiałów zdjęciowych. Serdeczne Bóg zapłać! 
 
 
 Poszedł w ślady Chrystusa 1   
 
 Syn ziemi wołyńskiej 2   
 
 Podążając za głosem powołania 3   
 
 Witaj Madagaskarze 4   
 
 Choroba ubogich 5   
 
 Dzieło Matki Najświętszej 6   
 
 W drodze na ołtarze 7   
 
 Pośród błogosławionych 8   
 
 Kapłan, lekarz, człowiek 9   
 
 Całe jego życie 10   
 
 Uzdrowienie ciała i duszy 11   
 
 Madagaskar - 100 lat później 12   
 
 Choć uleczalny - nadal groźny 13   
 
 Litania 
do błogosławionego Jana Beyzyma
14   
 
 
 
 
 
 
 
wydawnictwo   prenumerata sprzedaż wysyłkowa  sklep   kontakt  strona główna
 
  
  Poszedł w ślady Chrystusa
 
  Wostatnią niedzielę stycznia po raz kolejny obchodzić będziemy Światowy Dzień Trędowatych. Został on ustanowiony w 1954 r., aby przypominać o tej strasznej chorobie, która ciągle pozostaje problemem dla wielu krajów oraz aby zwrócić uwagę świata na konieczność pomocy ludziom dotkniętych trądem. Nie może być to tylko pomoc materialna, potrzebne jest także wsparcie duchowe, by chory nie czuł się kimś gorszym, pozbawionym ludzkiej godności. Wiedzą o tym dobrze misjonarze Kościoła katolickiego, pracujący wśród chorych na trąd.
 
  Dziś, w dobie postępu medycyny, trąd jest uleczalny i walka z tą chorobą jest łatwiejsza niż w przeszłości. Przez wieki słowo "trąd" w wielu ludziach budziło lęk i odrazę. Trędowaci spychani byli na margines życia społecznego, odwracali się od nich wszyscy: znajomi, przyjaciele, rodzina. Cierpieniom fizycznym towarzyszyły samotność i poniżenie.

O Ojcu Janie Beyzymie, jezuicie zwanym Posługaczem Trędowatych, część z nas usłyszała dopiero z okazji jego beatyfikacji podczas tegorocznej pielgrzymki Ojca Świętego do Ojczyzny. Kim był ten skromny, nie szukający rozgłosu człowiek, który w końcu XIX w., bez żadnych środków finansowych i przygotowania medycznego, wyjechał na daleki Madagaskar, by leczyć trędowatych żyjących tam w niewyobrażalnej nędzy?
 
 
  
Fot. arch. księży jezuitów
 
 
  Pochodził z Wołynia, z dawnych k resów wschodnich Rzeczpospolitej, znajdujących się pod panowaniem rosyjskiego zaborcy. W jego rodzinnych stronach nikt nie zastanawiał się nad problemami innych krajów, ludzie dość mieli własnych codziennych kłopotów. A jednak o. Beyzym potrafił w mieszkańcach kraju położonego o tysiące kilometrów od Polski dostrzec swoich braci, którzy potrzebują pomocy. Ten niezwykły duchowny oddał czarnoskórym trędowatym wszystkie swoje siły. W imię niesienia im pomocy świadomie złożył ofiarę z własnego życia. Poszedł w ślady Jezusa Chrystusa, być może wspominając ów epizod z Ewangelii, gdy Zbawiciel dotknął trędowatego, by go uzdrowić (Łk 5, 12-13).

 
 
Tygodnik Tygodnik DOMINIK Tygodnik Miesiecznik Służba