2003  nr. 1
 
  Redakcja składa podziękowanie Ojcu Czesławowi Drążkowi SJ oraz Ojcu Stanisławowi Groniowi SJ za pomoc merytoryczną i udostępnienie archiwów i materiałów zdjęciowych. Serdeczne Bóg zapłać! 
 
 
 Poszedł w ślady Chrystusa 1   
 
 Syn ziemi wołyńskiej 2   
 
 Podążając za głosem powołania 3   
 
 Witaj Madagaskarze 4   
 
 Choroba ubogich 5   
 
 Dzieło Matki Najświętszej 6   
 
 W drodze na ołtarze 7   
 
 Pośród błogosławionych 8   
 
 Kapłan, lekarz, człowiek 9   
 
 Całe jego życie 10   
 
 Uzdrowienie ciała i duszy 11   
 
 Madagaskar - 100 lat później 12   
 
 Choć uleczalny - nadal groźny 13   
 
 Litania 
do błogosławionego Jana Beyzyma
14   
 
 
 
 
 
 
 
wydawnictwo   prenumerata sprzedaż wysyłkowa  sklep   kontakt  strona główna
 
  
  Choć uleczalny - nadal groźny
 
  Trąd jest jedną z najstarszych chorób nękających ludzkość. Czytamy o nim już w Biblii. Trędowatym okazał litość Pan Jezus. Zbliżał się do nich bez lęku. Wielu uzdrowił. Do Europy trąd dotarł w I wieku przed Chrystusem, w Polsce pojawił się w połowie XIII wieku.
 
 
  
Nieleczony trąd prowadzi do ciężkich okaleczeń, paraliżu, a nawet utraty wzroku. Współczesne środki medyczne umożliwiają skuteczną walkę z tą chorobą. Kuracja trwa od 6 do 24 miesięcy. Na zdjęciach: chory przed i po leczeniu.

Fot. archiwum TPT

 
 
 
Mamy powód do wstydu
 
  Ocenia się, że liczba zarażonych trądem sięga dziś ok. 15 milionów, z czego tylko 3 miliony jest poddanych leczeniu. Trędowaci żyją nie tylko w krajach najuboższych, ale także w państwach o dużych kontrastach społecznych, jak Indie czy Brazylia, a nawet w zamożnej Europie. Największe ogniska trądu na świecie występują dziś w Azji (około 8 mln chorych) i Afryce (ok. 5 mln). W Ameryce Południowej żyje ok. 400 tys. trędowatych. Na naszym kontynencie trąd występuje na południu: w Turcji, Grecji,, Hiszpanii i Portugalii, na Cyprze i Malcie. We Włoszech odnotowano około 500 przypadków zachorowań.
W 1990 r. Ojciec Święty Jan Paweł II w Orędziu na Światowy Dzień Chorych wygłoszonym z leprozorium w Cumura w Gwinei-Bissau stwierdził, że: "liczbowe wskaźniki rozprzestrzeniania się trądu wobec stosunkowo niewielkich środków potrzebnych do jego ostatecznego zwalczenia, przynoszą wstyd całej międzynarodowej społeczności".
 
 
Przyjaciele trędowatych
 
  Od czasów bł. o. Jana Beyzyma ludzkość nauczyła się leczyć trąd. Można z nim walczyć za pomocą dość prostych i względnie niedrogich środków. W 1989 r. w Krakowie powstało Towarzystwo Przyjaciół Trędowatych, którego patronem jest o. Beyzym. Jego postać stała się bowiem symbolem solidarności i braterstwa z ludźmi dotkniętymi trądem.
Towarzystwo Przyjaciół Trędowatych to organizacja o charakterze ogólnopolskim. Jej działalność polega m.in. na zbieraniu pieniędzy na walkę z trądem i informowanie o samej chorobie i sytuacji trędowatych. Członkowie Towarzystwa pragną uświadomić społeczeństwu, że chorobę tę można łatwo leczyć. Pragnąc kontynuować wielkie dzieło o. Beyzyma, Towarzystwo objęło opieką leprozorium w Maranie na Madagaskarze oraz leprozorium w Jeevodaya w Indiach.
 
 
Polscy darczyńcy
 
  Jak przed stu laty o. Beyzym mógł liczyć na pomoc rodaków, którzy wspomagali finansowo szpital w Maranie na Madagaskarze, tak również teraz Polacy pomagają w utrzymaniu malgaskiego leprozorium i ośrodka Jeedovodaya w Indiach. Na konto Towarzystwa Przyjaciół Trędowatych nieustannie wpływają mniejsze i większe datki. Szczególnie wzruszające są stałe, comiesięczne wpłaty od osób starszych, przekazujących na potrzeby trędowatych część swojej zapewne skromnej emerytury.
Do pomocy trędowatym włączają się też uczniowie szkół podstawowych i średnich, a nawet całe klasy szkolne. Częstą formą udziału uczniów w pozyskiwaniu funduszy są prace plastyczne sprzedawane na szkolnych lub parafialnych kiermaszach. Uzyskane w ten sposób pieniądze przekazywane są na konto Towarzystwa. Co roku dzięki takim ofiarom Towarzystwu Przyjaciół Trędowatych udaje się przekazać do ośrodków na Maranie i w Jeevodaya od 12 do 15 tys. dolarów.
 
 
 
 Na początku były trzy namioty

Polacy walczą z trądem nie tylko na Madagaskarze, ale także w Indiach. W 1962 r. do Indii przyjechał polski misjonarz, ks. Adam Wiśniewski, pallotyn. O pracy wśród trędowatych ks. Adam marzył już od wczesnej młodości. Z tą myślą zaraz po święceniach kapłańskich rozpoczął studia medyczne, które kontynuował najpierw w Polsce, potem we Francji. W Indiach dość długo szukał miejsca na założenie ośrodka dla trędowatych i ich rodzin. Swoich pierwszych pacjentów przyjmował w trzech wojskowych namiotach rozłożonych w pobliżu Raipur. Nie poprzestawał jednak na leczeniu tych, którzy sami przyszli szukać jego pomocy. Odwiedzał także miejskie slumsy, w których żyli ludzie wyrzuceni poza nawias społeczeństwa. Na sercu leżała mu przede wszystkim sprawa ubogich dzieci. Tutaj nawet zdrowe dzieci nie miały szans na naukę i wyjście z nędzy, jeżeli ktoś z ich rodziny był trędowaty. Ośrodek kierowany przez polskiego pallotyna się rozwijał. Ksiądz Adam zmarł w 1987 r., ale jego dzieło w Jeevodaya kontynuuje dr Helena Pyz.
 
 
 
 Polska pani doktor

Kiedy w 1989 r. dr Helena Pyz przyjechała do Jeevodaya, nie było tu lekarza, którzy objąłby chorych stałą opieką. Nauczycielami w tamtejszej szkole byli trędowaci, którym udało się wyjść z choroby. Nie mieli oni żadnego przygotowania do tego rodzaju pracy. Pani doktor zajęła się organizowaniem funduszy na prowadzenie ośrodka i zakup środków medycznych. Obecnie w Jeevodaya stale leczonych jest około 450 osób, z czego aż 330 stanowią dzieci. Ośrodek zapewnia im nie tylko pomoc medyczną, ale także ciepłe posiłki oraz stwarza warunki do nauki. Pomoc dorosłym polega na rozdawaniu leków, odwiedzinach tych chorych, którzy sami nie są w stanie dotrzeć do ośrodka. Każdego miesiąca dr Pyz poddaje badaniu ok. 2000 pacjentów. Tylko w 2001 r. wykryła 360 nowych przypadków trądu. Trąd nie jest, oczywiście, jedyną chorobą nękającą biednych Hindusów. Doskwiera im także gruźlica, zakażenia bakteryjne i wiele innych dolegliwości.

Dr Pyz proponuje ludziom dobrej woli "adopcję serca". Kwota 18 dolarów, wpłacana co miesiąc, zapewnia wyżywienie, pokrycie kosztów leczenia i kształcenia jednego dziecka. Ogromną radość sprawiają dzieciom prezenty od dalekich "rodziców": układanki, malowane obrazki, cukierki. Opiekunowie otrzymują fotografię dziecka i są informowani o stanie jego zdrowia i postępach w nauce. Dzieci z Jeevodaya codziennie modlą się za ludzi, którzy im pomagają.
 
 
50 lat wśród trędowatych
 
  Od pięćdziesięciu dwóch lat w Indiach pracuje inny polski misjonarz Kościoła katolickiego, o. Marian Żelazek, werbista. W Puri założył kolonię, w której mieszka kilkaset osób. Większość z nich to "niedotykalni", czyli trędowaci. Polski misjonarz nie tylko otoczył ich opieką lekarską, ale także zadbał o to, by ci, którym pozwala na to stan zdrowia, mieli możliwość pracy. W kolonii o. Żelazka obok szpitala znajdują się warsztaty rzemieślnicze, ogród warzywny, sad, ferma oraz szkoła dla dzieci - zarówno z rodzin zdrowych, jak i dotkniętych trądem. O. Marianowi bardzo zależy na tym, żeby dzieci trędowatych nie czuły się gorsze. Dla swoich podopiecznych znajduje sponsorów na całym świecie. Podobnie jak dr Helena Pyz, o. Żelazek prowadzi także akcję adopcji na odległość. W 1986 r. wśród świątyń bóstw hinduskich stanęła świątynia pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Udało się to m.in. dzięki szacunkowi, jakim darzą polskiego werbistę hinduscy kapłani i tamtejsze władze. Praca o. Mariana w dużej mierze przyczynia się do dialogu między dwiema wielkimi kulturami i religiami. W zeszłym roku 84-letni misjonarz z Polski był jednym z kandydatów do Pokojowej Nagrody Nobla. Postulat ten poparł indyjski parlament.
 
 
Jak im pomóc?

Towarzystwo Przyjaciół Trędowatych im. Ojca Jana Beyzyma
Wpłat na rzecz trędowatych można dokonywać na konto:
BPH I O/Kraków,
10601376-320000034226.
30-250 Kraków, ul. Zaskale 1.
 
 
Tygodnik Tygodnik DOMINIK Tygodnik Miesiecznik Służba