2003  nr. 9
 
  Redakcja składa podziękowania Siostrom Misjonarkom Miłości z Katowic oraz Panu Walterowi Serra, Dyrektorowi VELAR Editrice za pomoc merytoryczną i udostępnienie archiwum zdjęć. Serdeczne Bóg zapłać! 
 
 
 Święta za życia 1   
 
 Ganxhe znaczy "pączek kwiatu" 2   
 
 Czas powołania 3   
 
 W służbie ubogim Kalkuta 4   
 
 O godne umieranie 5   
 
 Miejsce Niepokalanego Serca 6   
 
 Misjonarka wśród trędowatych 7   
 
 Dzień powszedni misjonarek miłości 8   
 
 Dzieci wyrwane śmierci 9   
 
 Życie jest darem Boga 10   
 
 Świat dziękuje Matce Teresie 11   
 
 Matka Teresa w Polsce 12   
 
 "Dotknąć Jezusa w ubogich" 13   
 
 Osierociła świat 14   
 
 Sześć zasadniczych kroków15   
 
 
 
 
 
 
 
wydawnictwo   prenumerata sprzedaż wysyłkowa  sklep   kontakt  strona główna
 
  
  Misjonarka wśród trędowatych
 
  Pół wieku temu w Indiach trąd był czymś więcej niż jedną z chorób. Był wyrokiem skazującym na życie w izolacji, poza społeczeństwem. Pomocną dłoń do trędowatych wyciągnęła Matka Teresa.
 
 
Pokonać lęk i odrazę
 
  Los trędowatych nie był jedynie udziałem nędzarzy. W latach pięćdziesiątych XX wieku na równi z nimi z tą straszliwą chorobą zmagali się ludzie z zamożnych rodzin, wcześniej zajmujący wysokie stanowiska w urzędach i przedsiębiorstwach. Kiedy okazywało się, że są zarażeni, wyrzucano ich z pracy, a rodziny pozbywały się ich z domu. Trąd powszechnie budził paraliżujący lęk i odrazę.
Trzeba było dopiero przykładu tak wyjątkowej osoby jak Matka Teresa, by zaczęto się uczyć traktować trędowatych po ludzku. W ich poranionych i zniekształconych ciałach albańska zakonnica dojrzała cierpienie Chrystusa. Wyraziła to słowami: "Gdy dotykam ciała trędowatego, które wydziela z każdej swej części fetor, dotykam ciała Chrystusa tak samo, jak przyjmując je w Eucharystii".
 
 
 
 
"Dotknij trędowatego swoim współczuciem"
 
  Postanowiwszy zmierzyć się z problemem trądu Matka Teresa zorganizowała publiczną zbiórkę pieniędzy. Skarbonki przeznaczone na datki opatrzono hasłem: "Dotknij trędowatego swoim współczuciem". Największym problemem okazały się jednak nie pieniądze, ale znalezienie odpowiedniego miejsca na szpital dla trędowatych. Gdy Matka Teresa zjawiła się zobaczyć proponowany jej teren, miejscowa ludność obrzuciła ją i towarzyszące jej osoby kamieniami. Nie nalegała. Uznała ten protest za przejaw woli Bożej.
Dzięki temu znalazła o wiele lepsze rozwiązanie, bardzo zresztą nietypowe: zamiast stałej siedziby - ruchome ambulatoria docierające do znacznie większej liczby chorych niż mógłby pomieścić największy nawet szpital. Pierwszy taki pojazd wyruszył w trasę w 1957 r. Niezmiernie cennego wsparcia udzielił siostrom hinduski specjalista w dziedzinie leczenia trądu, doktor Sen. Po przejściu na emeryturę lekarz ten poświęcił całą wiedzę i umiejętności inicjatywie Matki Teresy.
 
 
  
Fot. VELAR
 
 
 
 
 Limuzyna od papieża

W 1964 r. Indie odwiedził papież Paweł VI. Spotkał się wtedy z założycielką misjonarek miłości. Podczas rozmowy Matka Teresa wspomniała o kłopotach z tworzeniem ośrodka dla trędowatych. Słysząc to, Papież uśmiechnął się. Przyczyna dobrego humoru następcy
św. Piotra wyjaśniła się już po chwili. Paweł VI z radością oznajmił, że ofiarowuje Matce Teresie elegancką limuzynę lincoln continental, którą otrzymał w darze od jednego z amerykańskich uniwersytetów. Matka Teresa wolałaby zapewne dostać ambulans medyczny lub coś równie użytecznego. Jednak prezent wkrótce bardzo się przydał. Został atrakcją wielkiej loterii, która przyniosła dużą kwotę pieniędzy - 460 tys. rupii. Pozyskane tą drogą środki znacząco wspomogły budowę osady Shantinagar.
 
 
 
 

Żadna choroba, nawet trąd nie jest w stanie zniekształcić twarzy człowieka, aby nie można było rozpoznać w nim mojego brata, siostry, a tym bardziej cierpiącego Jezusa.
  
  Matka Teresa
 
 
Przywróciła im sens życia
 
  Dla Matki Teresy walka z trądem nie ograniczała się do zabiegów leczniczych. Za nie mniej ważne od zajmowania się chorobą swych podopiecznych uważała troskę o ich stan duchowy. W jej oczach odrzucenie trędowatych przez społeczeństwo i pozbawienie możliwości godnego życia było nieszczęściem większym niż sama choroba. Dlatego utworzyła ośrodek, jakiego do tej pory jeszcze nie było.
Pacjenci z Shantinagar (Miejsce Pokoju) stali się dowodem, że nawet tak straszna choroba jak trąd nie musi oznaczać życia w izolacji i poniżeniu. Mieszkańcy osady Shantinagar odzyskali sens życia. To był największy sukces Matki Teresy.
 
 
 
 
  
Trędowaci pod kierunkiem sióstr nauczyli się wykonywać proste prace, dostosowane do stopnia ich kalectwa. Niektórzy zajęli się rzemiosłem, inni zostali sklepikarzami.

Fot. VELAR

 
 
 
 
 Torba Matki Teresy

Gdy dzieło Matki Teresy rozszerzyło się na wiele krajów, musiała zacząć jeździć po świecie. Zawsze widywano ją w tym samym sari i z tą samą zgrzebną torbą. Niewielu jednak wiedziało, że nie była to całkiem zwyczajna torba. Została wykonana przez trędowatych w wyniku bardzo żmudnej pracy i była dla Matki Teresy wyjątkowo cenna. Nie zamieniłaby tej torby na jakąkolwiek inną, choćby najdroższą czy najpiękniejszą.
 
 
 
 Urlop u misjonarek miłości

W miarę rozwijania się prowadzonej przez Matkę Teresę walki z trądem potrzeby misjonarek rosły. Pewnego dnia londyński specjalista od tej choroby dr Roberts odebrał telefon z Indii. Jedna z misjonarek miłości dzwoniła z pytaniem o możliwość zakupu... miliona tabletek specyfiku niezbędnego w kuracji zarażonych trądem. Krótka rozmowa do tego stopnia wzbudziła zainteresowanie lekarza z Londynu, że postanowił spędzić w Kalkucie urlop, wspierając w tym czasie siostry fachową wiedzą.
 
 
 
 

Największą chorobą dzisiejszych czasów nie jest rak czy też trąd, ale obojętność i brak zainteresowania.
  
  Matka Teresa
 
 
Tygodnik Tygodnik DOMINIK Tygodnik Miesiecznik Służba