2003  nr. 9
 
  Redakcja składa podziękowania Siostrom Misjonarkom Miłości z Katowic oraz Panu Walterowi Serra, Dyrektorowi VELAR Editrice za pomoc merytoryczną i udostępnienie archiwum zdjęć. Serdeczne Bóg zapłać! 
 
 
 Święta za życia 1   
 
 Ganxhe znaczy "pączek kwiatu" 2   
 
 Czas powołania 3   
 
 W służbie ubogim Kalkuta 4   
 
 O godne umieranie 5   
 
 Miejsce Niepokalanego Serca 6   
 
 Misjonarka wśród trędowatych 7   
 
 Dzień powszedni misjonarek miłości 8   
 
 Dzieci wyrwane śmierci 9   
 
 Życie jest darem Boga 10   
 
 Świat dziękuje Matce Teresie 11   
 
 Matka Teresa w Polsce 12   
 
 "Dotknąć Jezusa w ubogich" 13   
 
 Osierociła świat 14   
 
 Sześć zasadniczych kroków15   
 
 
 
 
 
 
 
wydawnictwo   prenumerata sprzedaż wysyłkowa  sklep   kontakt  strona główna
 
  
  Dzieci wyrwane śmierci
 
  Wśród nędzarzy żyjących i umierających na ulicach Kalkuty były dzieci. Ratowanie ich od śmierci i opiekowanie się nimi to szczególne wyzwanie w wielkim dziele Matki Teresy i misjonarek miłości.
 
 
  
Fot. Arch. "Posłańca Św. Antoniego z Padwy"
 
 
 
 
 Jak malutki Jezus

Z tragedią hinduskich dzieci Matka Teresa zetknęła się wkrótce po przybyciu do Indii. Do sióstr w Darjeeling przyszedł człowiek z zawiniątkiem w ręku. W środku był malutki, wynędzniały, niewidomy chłopczyk. Mężczyzna niepewnie zapytał, czy siostry mogłyby się zaopiekować dzieckiem. Obawiając się, że może sprawić im kłopot, dodał: "Jeśli nie chcecie, mogę go porzucić w trawie".

Przerażona tymi słowami Matka Teresa natychmiast porwała chłopczyka w ramiona. Później wielokrotnie powtarzała, że każde dziecko jest dla niej niczym malutki Jezus. Nietroszczenie się o jego los, dopuszczenie do jego śmierci, byłoby równoznaczne z powtórnym ukrzyżowaniem Chrystusa.
 
 
Coraz więcej maluchów
 
  Tragiczny los najmłodszych mieszkańców Kalkuty był prostym skutkiem nędzy dorosłych. Nie mogąc wykarmić potomstwa, rodzice decydowali się na wyrzucenie dzieci z domu. Pozbywali się też dzieci chorych i niedorozwiniętych. Ulice były domem sierot.

W połowie lat pięćdziesiątych Matka Teresa była już dobrze znana władzom. Kiedy więc zaczęła zabiegać o stworzenie domu dla sierot i dzieci opuszczonych, poparto jej inicjatywę. Powstał ośrodek dla dzieci zwany Siśu Bhawan. Dom szybko zapełnił się małymi pensjonariuszami.

Misjonarki miłości stale odwiedzające najbiedniejsze zakątki Kalkuty przynosiły chore i słabowite dzieci z dworca, ulic i śmietników. Gdy tylko ośrodek stał się szerzej znany, pacjentów zaczęły dostarczać służby miejskie, a nawet szpitale. Nieraz zdarzało się, że dzieci oddawali sami rodzice mówiąc, iż nie są w stanie ich wykarmić. Doszło to tego, że siostry musiały kłaść po kilkoro maluchów na jednym łóżku. Żadnemu jednak nie odmówiono pomocy.
 
 
 
 
Nawet jeśli umrze za godzinę
 
  W Kalkucie nie brakowało krytyków dzieła Matki Teresy. Niektórzy oburzali się na wysoki wskaźnik śmiertelności w ośrodku Siśu Bhawan. Rzeczywiście, wiele małych pacjentów kończyło tu życie, a to dlatego, że misjonarki miłości nie wahały się przyjmować umierające dzieci. Matka Teresa powtarzała, że im również trzeba dać w ostatnich chwilach życia odrobinę ciepła i miłości. Mówiła: "Nie obchodzi mnie wskaźnik umieralności. Nawet jeśli dziecko ma umrzeć za godzinę, naszym obowiązkiem jest je przyjąć".

Rola sióstr pracujących w Siśu Bhawan nie ograniczała się do pomocy medycznej i duchowej. Zdawały sobie sprawę, że dzieci wyrwanych śmierci nie można z powrotem zostawiać na łaskę losu. Dlatego w miarę swoich skromnych możliwości starały się przygotowywać je do dalszego życia. W ośrodku uczono dzieci prostych zawodów - chłopców prac stolarskich, dziewczęta szycia i pisania na maszynie. Próbowano też posyłać je do szkół pozyskując osoby gotowe opłacić im naukę.
 
 
Tygodnik Tygodnik DOMINIK Tygodnik Miesiecznik Służba