2005  nr. 1
 
  Redakcja składa podziękowania Panu Piotrowi Molla, Pani Giannie Emanueli Molla, Pani Krystynie Zając, Ks. Stanisławowi Fertowi, Ks. Jarosławowi Kwietniowi, Ks. Piotrowi Pawlinie, Ks. Jackowi Plocie, Ks. Krystianowi Szenowskiemu, Ks. Stanisławowi Podziornemu, Ks. Piotrowi Gąsiorowi i Ks. Stanisławowi Walterowi za pomoc merytoryczną oraz udostępnienie archiwum i zdjęć.  
 
 
 Święta naszych czasów 1   
 
 Wszystko dla Jezusa 2   
 
 W akcji Katolickiej 3   
 
 Ścieżki posłannictwa 4   
 
 Małżeństwo i macierzyństwo 5   
 
 Ofiara w imię miłości 6   
 
 Święta Joanno, 
wstawiaj się za nami!
7   
 
 Droga na ołtarze 8   
 
 Wspaniała żona, kochająca matka, 
mądry lekarz
9   
 
 Z ziemi włoskiej do Polski 10   
 
 Przesłanie męża Świętej 11   
 
 Przybyła w Dzień Matki 12   
 
 Tu Papież dziękował obrońcom życia 13   
 
 Moja siostra Joanna 14   
 
 Święta wśród lekarzy i chorych 15   
 
 Modlitwa za wstawiennictwem 
św. Joanny Beretta Molla
16   
 
 
 
 
 
 
 
wydawnictwo   prenumerata sprzedaż wysyłkowa  sklep   kontakt  strona główna
 
  
  Ofiara w imię miłości
 
  Na przełomie lat 1961 i 1962 Joanna spodziewała się czwartego dziecka. Pozornie w domu wszystkie sprawy toczyły się jak dawniej, lecz w rzeczywistości małżonkowie stanęli w obliczu wielkiego dramatu. Joanna dzielnie stawiała czoło sytuacji nie dając nic po sobie poznać. Zaczęła tylko... porządkować swoje rzeczy, jakby wybierała się w daleką podróżą.
 
 
  
Joanna po porodzie drugiego dziecka - córki Marioliny (1957 r.)

Fot. arch. Krystyny Zając

 
 
 
"Trzeba tak wiele cierpieć"
 
  Troje dzieci, które Joanna urodziła do tej pory, było dla niej źródłem olbrzymiej radości i szczęścia. Wiele wysiłku wkładała w opiekę nad nimi i ich wychowanie. Starała się je kształtować poprzez własny przykład. Wspierała się przy tym wspomnieniami ze swego domu rodzinnego.
Wszystkie trzy ciąże wiązały się dla Joanny ze znacznymi kłopotami zdrowotnymi. Zanotowała nawet kiedyś wyznanie: "nie wyobrażałam sobie, że trzeba tak wiele cierpieć, zostając mamą!".
Lecz problemy te zbladły wobec zagrożenia, które pojawiło się obecnie. Okazało się bowiem, że jej dziecko jest zagrożone. Stwierdzono, że obok dziecka rozwija się włókniak - nowotwór wymagający usunięcia operacyjnego. Joanna, sama będąc lekarzem, doskonale zdawała sobie sprawę z sytuacji i znała jej medyczne uwarunkowania.
 
 
Z szacunku dla nowego życia
 
  Trzeba było wybrać metodę leczenia. Proponowane przez lekarzy usunięcie nowotworu wraz z macicą było równoznaczne z zabiciem dziecka. Druga metoda polegająca na usunięciu samego guza dawała gorsze rokowania dla zdrowia i życia matki. Dla Joanny jednak ważniejsze niż własne bezpieczeństwo było życie dziecka. Zdawała sobie sprawę, że jest potrzebna trojgu dzieciom, z których najstarsze miało zaledwie pięć lat. A jednocześnie wiedziała, że jeśli ocali siebie, by zapewnić tej trójce opiekę, uczyni to za cenę życia bezbronnego maleństwa, które jeszcze nie przyszło na świat. Zdecydowanie odrzuciła tę ostatnią myśl.
Nie sposób wyobrazić sobie bólu, jaki sprawiała jej myśl, że osieroci swoje maleństwa i nie zobaczy, jak rosną i dojrzewają. Jednak przeważył szacunek dla nowego życia, dla tego wielkiego daru Bożego. Uznała, iż nie wolno pod żadnym pozorem zgodzić się na uśmiercenie rozwijającego się w niej małego człowieka. Joanna zdała się na Bożą Opatrzność. Wszak żyjące już dzieci mogła zostawić pod opieką Piotra i zawierzyć je Panu Bogu. Życie czwartego dziecka zależało od jej decyzji.
 
 
Bez wahania
 
  Pamiętajmy, że Joanna była osobą o pogodnym usposobieniu, ceniącą drobne radości, kochającą życie, a jednak nie zawahała się zrezygnować z tego wszystkiego, co miała. Choć głęboko wierzyła w słuszność swej decyzji, było jej bardzo ciężko. Swojej siostrze otwarcie wyznała: "żebyś wiedziała, jak się cierpi, kiedy pozostawia się malutkie dzieci".
Kiedy przed zabiegiem chirurgicznym zapytano ją, o czyje życie w pierwszej kolejności lekarze mają zabiegać, bez wahania odpowiedziała, by wysiłek skierowali przede wszystkim na uratowanie dziecka. Półtora miesiąca przed urodzeniem dziecka powiedziała do męża: "Piotrze, proszę cię... jeżeli trzeba będzie wybierać między mną a dzieckiem - żadnych wahań. Żądam, abyście wybrali dziecko. Ratujcie dziecko". Piotr nie był w stanie nic odpowiedzieć. Dobrze znał żonę, jej przekonania, jej gotowość do poniesienia ofiary w imię miłości.
 
 
Misterium narodzin
 
  Życzenie Joanny zostało spełnione. Operację usunięcia włókniaka wykonano w ten sposób, aby nie ucierpiał rozwijający się w jej ciele mały człowiek. Zabieg przebiegł pomyślnie. Początkowo mogło się nawet wydawać, że nie zaszkodził matce. Po wyjściu ze szpitala Joanna wróciła do normalnych zajęć domowych i pracy zawodowej. Dalej leczyła ludzi. Niestety, nie trwało to zbyt długo.
Urodziny tak bardzo upragnionego dziecka miały w sobie coś z misterium. Poród rozpoczął się w Wielki Piątek. Wobec trudności zdecydowano się wykonać cesarskie cięcie. Dziecko przyszło na świat następnego dnia, w Wielką Sobotę. Ku wielkiej uldze matki było zdrowe.
 
 
Po drugiej stronie
 
  Radosny moment w święto Zmartwychwstania Pańskiego, gdy po raz pierwszy mogła wziąć w ramiona nowo narodzoną córeczkę Joannę Emanuelę, był dla niej zarazem jednym z najdramatyczniejszych w życiu. Wiedziała, że niebawem będzie musiała się z dzieckiem pożegnać. Radość ponownego macierzyństwa mieszała się z bezbrzeżnym smutkiem. Patrzyła na dziecko długo i w milczeniu. Położyła małą na chwilę obok siebie, po czym przytuliła ją bez słowa.
Od tego dnia Joanna czuła tylko nieustające ostre bóle. Jej stan szybko się pogarszał. Wobec zapalenia otrzewnej lekarze byli bezsilni. W nocy z wtorku na środę Joanna miała głęboką zapaść, po której oznajmiła Piotrowi, że była już "po drugiej stronie", lecz została jeszcze zawrócona, by mogła się dopełnić miara jej cierpień. Oddała ducha Bogu kilka dni później - 28 kwietnia 1962 r., tydzień po urodzeniu czwartego dziecka.
 
 
  
Czwórka dzieci państwa Molla (1963 r.)

Fot. arch. Krystyny Zając

 
 
 "Nie można kochać bez cierpienia"

Po śmierci Joanny jej mąż, Piotr, trafił w notatkach żony na tekst napisany dla potrzeb Akcji Katolickiej, którego fragment bardzo go poruszył. Odnalazł tam bowiem zapowiedź ofiary, jaką Joanna złożyła dla swego ostatniego dziecka. Fragment ten brzmi następująco: "Miłość i ofiara są tak ściśle związane ze sobą, jak słońce i światło. Nie można kochać bez cierpienia i cierpieć bez miłości. Spójrzcie na matki, które naprawdę kochają swoje dzieci. Jakże wiele ponoszą ofiar! Są gotowe na wszystko, również do ofiarowania własnej krwi. A Jezus? Czyż On nie umarł za nas na krzyżu właśnie ze względu na miłość? To przez krew ofiara zostaje potwierdzona i w ten sposób potwierdza się miłość".
 
 Świadectwo męża

"Nie zrobiła tego, by pójść do raju, ale dlatego, że czuła się matką. Aby zrozumieć jej decyzję, trzeba pamiętać o jej głębokim przeświadczeniu - jako matki i jako lekarza - że dziecko, które w sobie nosiła, było istotą, mającą takie same prawa, jak pozostałe dzieci, chociaż od jego poczęcia upłynęły zaledwie dwa miesiące. Było ono darem Boga, któremu należał się szacunek. Nie można również zapomnieć o wielkiej miłości, jaką darzyła dzieci: kochała je bardziej niż siebie. I nie można zapomnieć o ufności w Bożą Opatrzność. Była przekonana, jako żona i matka, że jest potrzebna mnie i naszym dzieciom, lecz że w tym konkretnym przypadku była bardziej potrzebna tej małej istocie, która się w niej poczęła".

Piotr Molla

 
 
Tygodnik Tygodnik DOMINIK Tygodnik Miesiecznik Służba