2011  nr 4
 
  Redakcja składa podziękowania za udostępnienie archiwum i zdjęć Księdzu Andrzejowi Piórek – Kustoszowi Sanktuarium œwiętych pustelników Œwierada i Benedykta w Tropiu oraz Ojcu Stanisławowi Tomoniowi OSPPE – Rzecznikowi Prasowemu Klasztoru na Jasnej Górze. za udostępnienie archiwum i zdjęć oraz pomoc w przygotowaniu numeru. 
 
 
 Pustelnik Paweł i opat Antoni 1   
 
 Pierwszy święty z rodu Polan 2   
 
 Wyniszczał ciało, ale wzmacniał ducha 3   
 
 Tysiącletnia świątynia nad Dunajcem 4   
 
 Bogactwo świętości, historii oraz sztuki 5   
 
 Niech św. Świerad modli się wraz z nami! 6   
 
 Anegdoty tropskie 7   
 
 Męczeństwo pięciu braci pustelników 8   
 
 Sam na sam z Bogiem 9   
 
 Eremici w XXI wieku 10   
 
 Litania do św. Świerada11   
 
 
 
 
 
 
 
wydawnictwo   prenumerata sprzedaż wysyłkowa  sklep   kontakt  strona główna
 
  
  Anegdoty tropskie
 
  Kiedy Tropie przygotowywało się do obchodów jubileuszu 900-lecia kanonizacji świętych Świerada i Benedykta, w kraju dopiero co zawieszono stan wojenny. Ks. Stanisław Pietrzak, ówczesny proboszcz i kustosz tropskiego sanktuarium w latach 1980-2006 (dziś rezydent-emeryt w Tropiu) utrwalił na piśmie kilka anegdot z tamtych a także późniejszych czasów. Warto przytoczyć niektóre z nich.
 
 
  
Panorama lotnicza Jeziora Czchowskiego i okolic miejscowości Tropie i Wytrzyszczka. Jezioro jest sztucznym zbiornikiem wodnym utworzonym w 1948 r. z rozlewiska Dunajca. Wcześniej rzeka płynęła od wschodu, od strony Rożnowa, podchodziła pod skałę, na której stoi zamek Tropsztyn i gwałtownie zawracała na północny wschód. Od tego właśnie ostrego skrętu, zawrotu, Dunajca pochodzi nazwa Zawrót, a następnie - Tropie.

Fot. Paweł Jaroszewski/photospoland

 
 
 
POD PATRONATEM SŁUŻBY BEZPIECZEŃSTWA I LUDOWEGO WOJSKA POLSKIEGO
 
  Jest rok 1983. Stan wojenny nie odwołany, a tylko zawieszony. Przygotowujemy uroczystość jubileuszu 900-lecia kanonizacji świętych Świerada i Benedykta, która ma się odbyć w dniach 13-20 lipca. Zaproszony jest ksiądz Prymas, kardynałowie, kilkudziesięciu biskupów z kraju i zagranicy, duchowieństwo i rzesze wiernych. W sali miejscowej szkoły podstawowej na dwa tygodnie zamieszkało dwóch funkcjonariuszy. Rozpracowują teren, mieszkańców i... komitet organizacyjny uroczystości. Także mnie jako proboszcza. Nachodzą mnie codziennie. Szczególnie miły był pan S. Przyszedł pewnego dnia w czasie, gdy uczestniczyłem w ustawieniu barier ochronnych na placu zgromadzenia. Przywołuje mnie na rozmowę. Proszę jednak, żeby mi najpierw pomógł we wbijaniu kilku palików. Robota we dwóch idzie teraz lepiej. Pozostali pracownicy przypatrują się nam z ciekawością i bezczynnie. Więc wołam: "Ruszcie się do roboty, przecież nie będę sam ze Służbą Bezpieczeństwa ustawiał barier". "Ale mnie ksiądz zrobił!" - zareagował pan S. i odszedł daleko, cierpliwie czekając na swego "klienta", aż się uwolni od palików. Potem już się nie pokazywał przy mnie. Co nie oznacza, żeby nie można było odczuć jego i jego ekipy obecności!
 
 
Zrobimy im tę kładkę, jak się "wyświeradują"
 
  Stałym problemem parafian i pielgrzymów jest dostęp drogowy do Tropia. Lokalnym potrzebom dwóch wiosek służy linowa kładka na Dunajcu. W owym czasie była ona jednak bardzo obwisła; w czasie powodzi nieomal dotykała wody Dunajca, a na wietrze mocno się kołysała lub fruwała jak wstążka. Miejscowa ludność interweniuje u władz gminnych, a ksiądz biskup - u wojewody nowosądeckiego. Ten obietnicę biskupowi złożył, ale swoim podwładnym oświadczył: "Zrobimy im tę kładkę, ale dopiero jak się ťwyświeradująŤ"! W ostateczności gmina dała kawałek liny dla umocowania środka kładki do pnia wierzby na brzegu Dunajca....
Natomiast aby dotrzeć do Tropia od strony zachodniej, czyli "od świata", trzeba się przeprawić przez Dunajec. Prom jest mało przepustowy i zawodny. Biskupowi Jerzemu Ablewiczowi udało się dotrzeć do gabinetu gen. Jaruzelskiego i przekonać wojskowych, żeby ustawili nam most pontonowy, np. w ramach wojskowych szkoleń, choć za grube pieniądze diecezji.
Kiedy w przeddzień otwarcia uroczystości przywieziono segmenty mostu z Demblina pod Warszawą i zainstalowano je, okazało się, że jest ich zbyt mało, bo mapa niedokładnie pokazywała szerokość Jeziora Czchowskiego. Kiedy w ostatnim momencie dowieziono brakujące elementy, okazało się znów, że z powodu rozpoczynającej się powodzi jezioro znów się poszerzyło i znów trzeba jechać po brakujące segmenty. A i po tym uzupełnieniu most był instalowany i deinstalowany codziennie od nowa, i tylko na samo nabożeństwo, bo może nie wytrzymać długo zbyt dużego ruchu wody...
 
 
Dla "bezpieczeństwa"
 
  W godzinę po skończonej uroczystości centralnej, w niedzielę 17 lipca, przybywa ku kościołowi młoda para małżeńska, zapłakana. Tak bardzo chcieli uczestniczyć w tej uroczystości!
Niestety, milicja zatrzymała ich w Bartkowej, w odległości 16 km od Tropia, tłumacząc, że nie mogą wpuścić już kolejnych pojazdów (byli na motocyklu!), a to dla bezpieczeństwa Tropia i pielgrzymów; bo może już brakować miejsca. Małżeństwo do Tropia przyszło więc pieszo dopiero dwie godziny po nabożeństwie!
Podobnie okazało się, że i w Jurkowie koło Czchowa zatrzymywano ludzi, którzy z lęku nie chcieli przyznać się, że jadą do Tropia albo właśnie dlatego, że się przyznali! Trzecim punktem takiej blokady milicyjnej było skrzyżowanie koło mostu na Białej w Witowicach Górnych, 6-17 km od Tropia, w zależności od sposobu podróży - pieszo lub samochodem.
A tymczasem w Tropiu na drogach i parkingach było względnie pusto...
 
 
To myśmy mu tak pomagali...
 
  Jesienią tegoż roku 1983 odbyły się jakieś wybory. W punkcie wyborczym w Wytrzyszczce (parafia Tropie) nie udały się. Musiały zostać powtórzone. Analiza służb specjalnych miała wykazać, że winien jest proboszcz z Tropia, głoszący niesprzyjające kazania. Po jakimś czasie prosi mnie na rozmowę do siebie ksiądz kanclerz Kurii Diecezjalnej, delikatnie, bez terminu i pośpiechu. Po przybyciu zgłasza mi, że jest na mnie doniesienie Wojewódzkiego Urzędu ds. Wyznań, że "ksiądz z Tropia przeszkadzał nam w wyborach w Wytrzyszczce. To myśmy mu tak pomagali w organizacji i przebiegu wielkiej uroczystości w lipcu, i dzięki temu mogła się ona udać, a on nam okazał taką niewdzięczność!".
 
 
TATARZY W TROPIU
 
  W romańskim kościele w Tropiu codziennie pokazuje się turystom i pielgrzymom średniowieczne ślady zniszczeń, które pozostały po pożarach na romańskim wątku tynku, więc może z XIII wieku, może z czasów napaści przez Tatarów w latach sześćdziesiątych czy osiemdziesiątych tego wieku. I zawsze do nich kierujemy apel "Nie naśladujcie Tatarów przez hałasowanie, brak szacunku i niszczenie - tu, w Tropiu i gdziekolwiek indziej". Niestety, ten apel często pada już po szkodzie.
 
 
Dwa pomysły
 
  Do Tropia przybywa duża, około stuosobowa grupa młodzieży licealnej z klas najstarszych w Tarnowie. Kierują nimi nauczyciele i wychowawcy. Dziewczęta wpadły na pomysł, żeby sobie wyjść na ołtarz polowy, na którym niekiedy bywa celebrowana Msza św., uformowały się w trzypiętrową piramidę, pozując do fotografii - pewnie dla ozdobienia później szkolnej gazetki ściennej.
Chłopcy zaś udają się na otaczający wzgórze kościelne różaniec, ale nie dla odmawiania. Żeby się pohuśtać. W rezultacie tej zabawy trzeba było potem sprowadzić spawaczy z Czchowa, żeby pospawali metalowe ogniwa, przerwane na skutek przeciążenia.

Wracamy stąd lepsi!
Ku kościołowi przybywa kilkuosobowa grupka dorosłych chłopców na rowerach. Dość dwuznacznie wyglądają. Niezbyt umyci, nieuczesani, jakby niewyspani... Z obawą otwieram im kościół, niepewny, czy nie użyją jakiejś przemocy. Słuchają objaśnień, początkowo bez uwagi i zainteresowania. Ale z biegiem czasu coraz uważniej, coraz poważniej i pobożniej, aż wreszcie - na klęcząco! W księdze pamiątkowej zapisali: "Przybyliśmy tu zupełnie przypadkowo, wracamy stąd lepsi!". Ksiądz Stanisław Pietrzak zapewnia, że codziennością w Tropiu nie są opisane wyżej wydarzenia, lecz - raczej takie, jak to ostatnie.
 
 
Tygodnik Tygodnik DOMINIK Tygodnik Miesiecznik Służba