2012  nr 5
 
   
 
 
 Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie 1   
 
 Męczennicy pierwszych wieków 2   
 
 Raczej umrzeć niż zgrzeszyć 3   
 
 Choćbym całe życie miał wędrować - nie ustąpię 4   
 
 Gemma, czyli klejnot 5   
 
 Mimo że jestem taka mała 6   
 
 Odwagi, mamusiu! 7   
 
 Wolę być taką, jaką jestem 8   
 
 Wielka świętość małych dzieci 9   
 
 Widziały Maryję! 10   
 
 ...a bramy piekielne go nie przemogą 11   
 
 Papieże i dzieci12   
 
 
 
 
 
 
 
wydawnictwo   prenumerata sprzedaż wysyłkowa  sklep   kontakt  strona główna
 
  
  Męczennicy pierwszych wieków
 
 Wśród męczenników pierwszych wieków chrześcijaństwa były także dzieci i osoby bardzo młode. Za wierność Chrystusowi płaciły tę samą, co dorośli cenę - tortury i śmierć. W pogańskim Rzymie nie było litości dla chrześcijan. Uważano ich za członków wywrotowej sekty, ponieważ nie chcieli czcić rzymskich bóstw, do których zaliczano także niektórych cesarzy. W tamtych czasach w Imperium Romanum kult bożków, które znamy z mitologii Greków i Rzymian był religią państwową.

 
 
  
Św. Agnieszka okryta płaszczem z włosów przed wzrokiem tłumu przyglądającego się jej egzekucji.

Fot. Archiwum

 
 
 
Dwunastoletnia męczennica
 
 Na arenie Koloseum oraz innych rzymskich amfiteatrów i stadionów zginęło okrutną śmiercią tysiące chrześcijan - mężczyzn, kobiet, starców, dzieci. Większość z nich pozostała bezimienna. Tylko niektóre postacie męczenników i męczennic zostały utrwalone w pismach lub tradycji ustnej Kościoła. Tak było w przypadku św. Agnieszki - córki obywateli Rzymu, którzy byli ukrytymi wyznawcami Chrystusa. Agnieszka miała zaledwie dwanaście lat, kiedy złożyła Chrystusowi ślub dozgonnej czystości. Niedługo potem zainteresował się nią młody patrycjusz, syn prefekta miasta. Młodzieniec obsypywał dziewczynę cennymi darami, pragnąc zdobyć jej serce i rękę. Ona jednak niezmiennie odpowiadała, że ma już Oblubieńca. Odtrącony zalotnik odkrył jej sekret i postanowił się zemścić. Wydał ją swemu ojcu, który z racji pełnionego przez siebie urzędu miał obowiązek ścigania i skazywania chrześcijan. Dziewica została poddana torturom, jednak nie wyrzekła się wiary w Ukrzyżowanego. Ze spokojem przyjęła wyrok śmierci. Na miejscu stracenia obnażono ją z szat, by ją upokorzyć i zhańbić. Wówczas dziewczyna rozpuściła swe piękne długie włosy i okryła się nimi niczym płaszczem. Wyrok został wykonany przez ścięcie mieczem.
 
 
Jestem chrześcijanką
 
 Znana jest także historia innej młodej dziewicy i męczennicy z III w., św. Krystyny. Była ona córką Urbana, rzymskiego prefekta miasta Bolsena, który słynął z bezwzględności w prześladowaniu wyznawców Chrystusa. Przesłuchania nieraz odbywały się w prywatnej willi prefekta a jego rodzina była świadkami pełnych okrucieństwa scen. Odwaga, z jaką chrześcijanie znosili tortury i spokój, z jakim szli na śmierć robiły ogromne wrażenie na córce Urbana. Dziewczyna potajemnie przyjęła chrzest. Niedługo potem sprawa wyszła na jaw. W swym zaślepieniu i nienawiści ojciec wtrącił ją do więziennego lochu, następnie groźbami i biciem próbował zmusić ją do wyrzeczenia się wiary w Chrystusa. Dziewczyna - mając w pamięci bohaterstwo męczenników, które tak gorąco podziwiała - pokonała ból i lęk. Urban nie uczynił wyjątku dla własnego dziecka - skazał córkę na śmierć, jak dziesiątki innych przesłuchiwanych przez niego chrześcijan. Umierając, dziewczyna jeszcze raz wyznała: sum Christiana - jestem chrześcijanką. Męczennica ta przeszła do historii Kościoła właśnie pod imieniem Christina (po polsku Krystyna) - chrześcijanka.
 
 
Wiatyk dla uwięzionych
 
 Prześladowania chrześcijan w Cesarstwie Rzymskim trwały od lat sześćdziesiątych I w. (panowanie Nerona) do wieku IV. Okres najkrwawszych represji wobec wyznawców Chrystusa to czasy cesarza Dioklecjana (284-305). Wówczas niemal całe imperium spłynęło krwią męczenników, a więzienia zapełniły się osobami podejrzanymi o przynależność do "sekty" wyznawców Chrystusa. Dla uwięzionych największym cierpieniem było nie widmo mąk i śmierci, lecz brak możliwości przyjęcia Wiatyku na drogę do wieczności. Twierdza mamertyńska, w której byli przetrzymywani chrześcijanie, była pilnie strzeżona i nikt nie mógł podejść pod jej mury, nie wzbudzając czujności straży. Jednak znalazł się ktoś, kto podjął się dostarczać Eucharystię idącym na śmierć współbraciom. Był to chłopiec imieniem Tarsycjusz. Odznaczał się on szczególną dojrzałością w wierze, dlatego wcześnie otrzymał niższe święcenia i mógł posługiwać do Mszy św. Po potajemnej Eucharystii brał z rąk kapłana torebkę z hostiami i udawał się w kierunku więzienia. Strażnicy nie zwracali na niego większej uwagi. Nie różnił się niczym od innych chłopców wałęsających się po ulicach Rzymu. Tarsycjusz, udając zabawę, podchodził pod wykuty w murze twierdzy otwór i wykorzystując moment, kiedy strażnik patrzył w inną stronę szybko podawał uwięzionym mały pakunek z Komunią świętą.
 
 
W obronie Eucharystii
 
  Podczas jednej z takich wypraw Tarsycjusza otoczyła grupka wyrostków. Zażądali od niego, by pokazał, co tak mocno przyciska do piersi. Jeden z napastników wyciągnął rękę, żeby wyrwać mu zawiniątko. Tarsycjusz cofnął się, zasłaniając ramieniem swój skarb. Nagle poczuł silne uderzenie w głowę. Zamroczony upadł a kiedy próbował się podnieść, spadł na niego grad kamieni i kopniaków. Wtem napastnicy rozpierzchli się a Tarsycjusz ujrzał nad sobą twarz rzymskiego żołnierza, którego znał z tajnych nabożeństw. Mężczyzna zaniósł pobitego chłopca do domu. Niestety, obrażenia były tak poważne, że Tarsycjusz wkrótce zmarł. W chwili śmierci miał zaledwie kilkanaście lat.


 
 

Agnus i paliusze

Imię Agnieszka wywodzi się od łacińskiego słowa agnus - baranek (stąd na wizerunkach Męczennica przedstawiana jest z barankiem na ręku). Kościół wspomina św. Agnieszkę, dziewicę i męczennicę, 21 stycznia. Tego dnia Ojciec Święty błogosławi dwa baranki wyhodowane w klasztorze znajdującym się przy bazylice św. Agnieszki w Rzymie. Z ich wełny wyrabia się paliusze - rodzaj stuły, która stanowi insygnium władzy duszpasterskiej metropolity i znak jego szczególnego związku z Biskupem Rzymu.


 
 

Krew na korporale

Od krwawych prześladowań pierwszych chrześcijan minęło wiele stuleci. W XIII w. pewien czeski kapłan, Piotr z Pragi, przeżywał kryzys wiary, wątpiąc w realną obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Postanowił odbyć pielgrzymkę do grobu św. Piotra. W drodze do Rzymu zatrzymał się w Bolsenie, by odprawić Mszę św. przy grobie św. Krystyny. Podczas Podniesienia ujrzał, że przez jego palce przesącza się czerwona ciecz, która spływa z białej Hostii. W ten sposób, w miejscu, gdzie św. Krystyna oddała życie za wierność Chrystusowi, On potwierdził wielką prawdę wiary, że podczas każdej Mszy św. składa Ojcu Ofiarę za nas ze swego Ciała i Krwi.
Cud w Bolsenie zapoczątkował szczególny kult Ciała i Krwi Pańskiej, który wyraża się w procesjach Bożego Ciała. Warto tutaj wspomnieć, że w katedrze w Orvieto przechowywany jest korporał (białe płótno, na którym kapłan podczas Mszy św. kładzie patenę z Hostią i kielich), ze śladami Krwi Chrystusa, która spłynęła z Hostii podczas Mszy św. sprawowanej prawie siedem wieków temu przez ks. Piotra z Pragi.

 
 
  
Św. Tarsycjusz w chwili męczeństwa - rzeźba autorstwa Alexandre Falguiere znajdująca się w Muzeum d'Orsay w Paryżu.

Fot. Rama

 
 
 
Tygodnik Tygodnik DOMINIK Tygodnik Miesiecznik Służba