2018  nr 12
 
  Redakcja składa podziękowania za pomoc w przygotowaniu numeru oraz udostępnienie archiwum i zdjęć Księdzu Jerzemu Cedrowskiemu – Kustoszowi Sanktuarium Œwiętej Rodziny w Studziannie. Serdeczne Bóg zapłać!  
 
 
 Święta Rodzina przy stole 1   
 
 Uprosiłam Ci u Syna mego zdrowie 2   
 
 Trzy świątynie Studzianny 3   
 
 Ileż łask zostało tu wyproszonych 4   
 
 18 sierpnia 1968 roku 5   
 
 Ważne i proste przesłanie 6   
 
 Tu chciała być czczona Matka Boża Świętorodzinna 7   
 
 Pamiątki przeszłości i pieśni poetów 8   
 
 Filipini w Studziannie 9   
 
 Ostatni szaniec majora Hubala10   
 
 
 
 
 
 
 
wydawnictwo prenumerata sprzedaż wysyłkowa sklep kontakt linki strona główna
 
  
  Uprosiłam Ci u Syna mego zdrowie
 
  W XVII-wiecznej kronice napisanej przez ks. Stanisława Sonnera czytamy: „W początkach grudnia 1664 roku został wezwany Wojciech Lenartowicz przez zarząd dworu studziańskiego do naprawy pieca. Przez całą sobotę (6 grudnia) popracował, lecz naraz poważnie zachorował. Zmuszony był leżeć niemal przez cały tydzień w dworskiej izbie. W ostatnim dniu tej krytycznej choroby, kiedy w gorączce myślał o śmierci i z nią się liczył, otrzymał posłanie przygotowane przy kominku w stołowym pokoju. Obok niego zaś spoczywał pilnujący go kucharz Jakub. Gdy już ustały swawolne rozmowy czeladzi, która chodziła po izbie, gdzie kobiety domowe robiły chusty, i noc ogarnęła wszystkich, Wojciech «mularz», gotujący się na zgon, począł modlić się do Matki Bożej, której postać w gronie Świętej Rodziny widniała na obrazie wiszącym właśnie w owej komnacie nad drzwiami do alkierza. Nagle, całkiem świadomy i nie rozespany, ujrzał światło wokół wizerunku i usłyszał wyraźne słowa, płynące stamtąd: «Nie bój się, nie będzie ci nic, uprosiłam Ci u Syna mego zdrowie, tylko żebyś mi kaplicę zbudował, bom godna poczciwszego miejsca»”. Bogaty dwór studziański, w którym często urządzano huczne zabawy (bywał tam ponoć Jan Chryzostom Pasek, pamiętnikarz epoki baroku i słynny awanturnik), nie był bowiem godnym miejscem dla obrazu Najświętszej Rodziny.

 
  
  
Malowidło przedstawiające Wojciecha Lenartowicza oznajmującego o widzeniu i swym cudownym uzdrowieniu. Zdun (nazywany też w przekazach murarzem lub mularzem) miał wówczas przeszło 60 lat.

Fot. Franciszek Mróz

 
 
   Najświętsza Maryja Panna wskazała miejsce, na którym miała powstać kaplica - „na wzgórzu, gdzie spoczywają ukochane Mego Syna oblubienice”. Matka Boża miała na myśli leżącą nieco na wschód od wsi i dworu Dziewiczą Górę, gdzie niegdyś podczas zamieci śnieżnej zamarzły dwie młode dziewczyny z sąsiedniej wioski, kryjąc się w zagajniku przed napastliwością pijanych żołdaków. Do czasu zatwierdzenia kultu przez władze kościelne wizerunek znajdował się w kaplicy urządzonej na dworze Starołęskich-Zbąskich. Przez kilka lat trwały prace komisji powołanej przez arcybiskupa gnieźnieńskiego Mikołaja Prażmowskiego, prymasa Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, w celu zbadania prawdziwości licznych łask wypraszanych przed niezwykłym obrazem. W jej skład weszli zacni kapłani świeccy i zakonni, w tym archidiakoni, prepozyci, przełożeni klasztorów, teolodzy, rektorzy, doktorzy filozofii. Jak zawsze w takich przypadkach Kościół zachował szczególną ostrożność, by wykluczyć wszelkie urojenia, oszustwa czy działanie złego ducha. Zaznania świadków oraz osób uzdrowionych przyjmowane były pod przysięgą, po odbyciu spowiedzi i przyjęciu Komunii świętej przez zeznającego.
 
  Rwący potok pątników
 
  18 marca 1671 roku został wydany specjalny dekret zezwalający na kult studziańskiego obrazu Najświętszej Rodziny. Dekret został ogłoszony osobiście przez arcybiskupa Prażmowskiego, który przyjechał do Studzianny w asyście licznego duchowieństwa. Był to moment przełomowy. Od tej chwili - jak pisze pierwszy studziański kronikarz ks. Stanisław Sanner - do małej i oddalonej od świata Studzianny zaczęły przybywać tłumy „na kształt rwącego potoku”. Wśród pątników byli ludzie prości oraz wysoko urodzeniu. W końcu przybył tu sam król Michał Korybut Wiśniowiecki. Szczególną pamiątką po tej wizycie było uposażenie powstającego ośrodka kultu królewską wsią Małoszyce. Ponoć to właśnie w Studziannie hetman polny Jan Sobieski prosił Maryję o wstawiennictwo przed starciem ze sprzymierzonymi wojskami tatarsko-kozackimi pod Podhajcami (1667) na Podolu. Był tu także po wielkim zwycięstwie pod Chocimiem (1674), które otworzyło mu drogę na tron polski. Wreszcie pielgrzymował tu jako król i zwycięzca spod Wiednia.
 
  Pod opieką Archanioła Michała
 
  Wkrótce po ogłoszeniu dekretu arcybiskupa gnieźnieńskiego przystąpiono do budowy pierwszej drewnianej świątyni dla cudownego obrazu. Głównym fundatorem był ks. Jan Stanisław Zbąski, ówczesny właściciel studziańskich dóbr. Zapisał on na rzecz powstającego sanktuarium dwór i wybudował niewielki klasztor dla księży filipinów, sprowadzonych w 1673 roku ze Świętej Góry koło Gostynia (Wielkopolska) dla opieki nad pątnikami. Nowo wybudowana świątynia została oddana w opiekę św. Michałowi Archaniołowi. W sytuacji zagrożenia tureckiego patronat Wodza zastępów niebieskich uznawanego za opiekuna rycerstwa chrześcijańskiego miał znaczenie symboliczne, ponadto Archanioł był patronem króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego, wielkiego dobrodzieja nowego ośrodka kultu. Drugim patronem świątyni został św. Jan Chrzciciel, na pamiątkę faktu, iż to właśnie przy kościele San Giovanni Battista Fiorentini w Rzymie powstała pierwsza Kongregacja Filipinów.
 
  Kościół na Dziewiczej Górze
 
  Strumień cudów i łask za przyczyną Matki Bożej Studziańskiej nieustannie spływał na rzesze pątników, którzy przybywali tu zarówno prywatnie, jak i w kompaniach czy chorągwiach żołnierskich. Wiele pielgrzymek wstępowało do Studzianny po drodze na Jasną Górę. Liczne grupy szły z księdzem i kapelą. Płynęły cenne wota i ozdoby dla cudownego obrazu, kosztowne precjoza oraz paramenty dla powstającego domu Bożego - złote i srebrne kielichy, tablice wotywne, drogie kamienie i tkaniny. Ogromnym zaangażowaniem w szerzeniu czci Matki Bożej Świętorodzinnej odznaczał się cudownie uzdrowiony murarz Wojciech, który czynił wszystko, co w jego mocy, aby budowa kaplicy, której życzyła sobie Maryja, została jak najrychlej ukończona. Nastąpiło to w roku 1673. Otoczony kultem wizerunek został uroczyście wprowadzony do świątyni na Dziewiczej Górze 8 grudnia, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.
 
  

Dwór Starołęskich-Zbąskich

Wizerunek Świętej Rodziny trafił do Studzianny prawdopodobnie w połowie XVII wieku ze zniszczonego przez Szwedów dworu w Nieznamierowicach (18 km od Studzianny). Niepotwierdzona w źródłach historycznych legenda mówi, że obraz ten przywiozła do Polski córka cesarza Ferdynanda II, Cecylia Renata, małżonka króla Władysława IV. Po jej śmierci otrzymał go marszałek dworu królowej - Maksymilian Przerębski, kasztelan sieradzki, a następnie odziedziczyła go żona Albrechta Starołeskiego, Katarzyna z Przerębskich, córka Maksymiliana. Po śmierci starosty Starołęskiego (+1666) właścicielami dóbr studziańskich zostali córka starosty Zofia Anna oraz jego pasierb ks. Jan Stanisław Zbąski, późniejszy biskup warmiński (1688).


 
  
  
Scena przedstawiająca złożenie przed ołtarzem Świętej Rodziny kajdan jako wotum za uwolnienie z tureckiej niewoli. Do Matki Bożej Studziańskiej przed wyprawami wojennymi uciekali się rycerze, wielu z nich zeznawało potem, że to Jej zawdzięczają pomoc w bitwach i ocalenie z niebezpieczeństw.

Fot. Franciszek Mróz

 
 
 
Tygodnik Tygodnik DOMINIK Tygodnik Miesiecznik Służba